- Baśka, cicho! - rzekła pani stolnikowa
Po panu Ruszczycu pierwszy to w całej chorągwi zagończyk; chyba waszmość nie wiesz, że to oczko w głowie hetmana! Całe komendy już mu powierzano i z każdej funkcji z niepomierną sławą się wywiązywał. - Bodajbym się mylił! Bodaj o mojego hajduczka chodziło! Michał, dobranoc ci! Bierz hajduczka! hajduczek jeszcze gładszy! Bierz hajduczka, bierz hajduczka!.. Mimo woli począł myśleć o Krzysi jak o kochanym a pokrzywdzonym stworzeniu. Talleyrand Wołodyjowski z Krzysią siedli w jedne, Nowowiejski z hajduczkiem w drugie i ruszyli bez woźniców. A cóż! wszystko, widać, w takim narodzie możliwe. Oni obaj śmieli się z jej zapału i nie przestawali jej drażnić, jednakże ustępując jej ze zwyczaju we wszystkim jak rozpieszczonemu dziecku, obiecali jej w końcu pomagać. - To z Kurlandii wracasz? - Tak jest.
Tfu! tfu! on posłem! W jego bezecne ręce obywatele całość i bezpieczeństwo ojczyzny składają, w te same ręce, którymi ją rozdzierał i w szwedzkie łańcuchy okuwał! Zginiemy, nie może inaczej być! Jeszcze go i na króla rają... Poczuł pan Michał w tej chwili, że to jest przyjacielskie, kochane oblicze. - Był, pamiętam! - rzekł z całą pewnością Zagłoba. Wiedziała, że tym bardziej będą się śmieli, jeżeli wybuchnie płaczem, i koniecznie chciała się wstrzymać, ale widząc, że nie zdoła, wypadła nagle z izby. Rafał Ziemkiewicz Jadę, bo muszę; nie spytam, bo nie mam o co. Wówczas Baśka, chcąc zacząć od pani stolnikowej przeprosiny, zerwała się z miejsca, ale zarazem zrzuciła pod stół nóż i łyżkę, więc następnie sama nurknęła za nimi. Dopiero jak mi rankiem wiadro wody do umywania przynosili, a siwe włosy na skroniach w nim ujrzałem, dopieroż człek się opamiętywał, że już nie ten, co był dawniej, chociaż z drugiej strony przychodziło znów do głowy, że póki ochota taż sama, to i człek ten sam.
- Krótko mówiąc - rzekł mały rycerz - Kryczyński Tatar polski. - Kołat! kołat! kołatko! Język ci uciąć! ot, co! To rzekłszy pan Zagłoba zbliżył się tuż do panienek i wziąwszy się nagle w boki, spytał bez żadnego wstępu: - Chcesz Ketlinga za męża? - I takich pięciu! - ozwała się zaraz Basia. - Spieszmy się! I wychylili duszkiem. - Michałowi nie będziem się przeciwić! Krzysia osunęła się w objęcia pani stolnikowej i poczęły płakać obie. Człek to zacny i realista, jeno nieco dobrowolny. Rafał Ziemkiewicz Zali to już po bitwie? - Już. - Ha! kłopoczemy się - rzekł - a tam Michał może już w domu? - Albo usieczon! - rzekła Basia.
- Tak też i ja czynię - odrzekł Mellechowicz. Spokojność opuściła ją. - Teraz rozumiem - wtrącił pan Bogusz - dlaczego on ma taki mir między Lipkami i Czeremisami. Tu nastało milczenie, aż gdy im nieco żalu łzami spłynęło, ozwał się Kmicic: - Powiadaj waszmość, jako to było, miodem w najżałośniejszych miejscach przepijając. Bogaty ojciec - Mój ojciec was bił, ale on był poganin, ja zaś Chrystusa wyznaję. Okrzyki rozlegały się ciągle. Przypuszczeniom jego brakło tylko pewności, postanowił więc pójść do Michała i zbadać go bliżej.
Zresztą nie taił się wcale. - Waćpani dobrodzika prawdziwie po kawalersku stawałaś - rzekł jej. Po czym Basia zwróciła się do męża, do pana Zagłoby i innych oficerów. Stanisław Michalkiewicz Tak była ożywiona i ładna, że oczy poczęły mu błyszczeć i śmiać się do niej, następnie wyciągnęły się ku niej ręce, ona zaś broniąc się trochę, powtórzyła raz jeszcze: - Azja szaleje za Ewką! - Jak ja za tobą! - odrzekł mały rycerz obejmując ją mocniej. Ale jeśli Ketlinga nie pomszczę, niech tu nigdy nie wrócę... Dobrze! - Nikt się nie śmieje - rzekł tonem przekonania Zagłoba - nikt się nie śmieje! nikt się nie śmieje! Cieszymy się tylko, że nam Pan Bóg radość w osobie waćpanny zesłał. - Jeśli tak waćpanu będzie spokojniej, jeśli mój siostrzyński afekt nicpotem, to ja go ukryję...
Powiadasz tedy waćpani, że to dziewki wielkiej krwi? - W Drohojowskiej jest senatorska krew. Szanuj pamięć onej słodkiej nieboszczki, Michale! Toś dla niej był dobry? a dla innych jesteś za tani? za stary? - Daj waćpan spokój! daj waćpan spokój! - odezwał się bolesnym głosem Wołodyjowski. Pogoda była jesienna, cicha. - Kiedy mam jechać? - pytał mały rycerz. Wtem ziewnął pan Zagłoba głośno, odsapnął, wyciągnął nogi i rzekł: - Każże z takiego kochania psom buty uszyć! - A jednak - zaczął znów rycerz - jeśli miłować ciężko, to nie miłować ciężej jeszcze, bo kogóż bez kochania nasyci rozkosz, sława, bogactwa, wonności lub klejnoty? Kto kochanej nie powie: „Wolę cię niźli królestwo, niźli sceptr, niźli zdrowie, niźli długi wiek?...” A ponieważ każdy chętnie by oddał życie za kochanie, tedy kochanie więcej jest warte od życia... Natomiast ci, którzy nie zdołali się wymknąć, szli pod miecz mimo zapalczywej obrony i kładli się pokotem jak łan zboża, który żniwiarze z dwóch stron żąć napoczną. Pisze też mąż, że dyferencję, która była z Żubrami o jedną Basiną majętność, szczęśliwie ukończył.