Tegom się spodziewał

Wre już tam przed elekcją jak w ukropie, bo każdy swego kandydata zaleca. Podczas podhajeckiej Dydiuk poszedł na Sicz do Sirki, a z nim razem do Krymu. On zwie się Azja, nic więcej! Powiada, że mnie nie zna, ale ja go znam i Ewucha także. przeziębienie Gdyby to jeszcze ten pan Wołodyjowski był przyszedł na końcu bajki, przecie byłby pożądany. Pana Boskiego, kawalera wielkiej zacności i najmilszego towarzysza, orda ogarnęła temu kilka lat pod Kamieńcem. On posłem! Dla Boga! Przecież prawo wyraźnie mówi, że nie może być posłem ów, który w obcych krajach urzędy sprawuje, a przecie on jest generalnym, u swego parszywego wuja, Prus Książęcych gubernatorem! Aha! czekajże, mam cię! A rugi sejmowe od czego? Jeśli do sali nie pójdę i tej materii, chociaż tylko arbitrem będąc, nie poruszę, to niech się tu zaraz w skopa zmienię, a mój woźnica w rzeźnika. Niech mi jeno będzie wolno mówić...

I następnie zaczęła już jednym tchem recytować: - Nie było wtedy słychu o zagonach, a chorągiew tatusiowa stała pod Paniowcami. Są bliżej i bliżej... i pana Ruszczyca, i tych młodzików, ba! nawet Skrzetuskiego i mnie, i mnie, który cię jak syna miłuję! Tu Zagłoba oczy zatknął i wołał jeszcze żałośniej : - Nic nam po życiu, mości panowie, bo nie masz wdzięczności na tym świecie, jeno zatwardziałość sama! - Dla Boga! - odpowiedział Wołodyjowski - zła wam nie życzę, aleście mojego smutku nie umieli uszanować. Mgła, która o brzasku wstała była od ziemi, opadła całkiem na dół, a na wschodniej stronie nieba ukazała się długa wstęga świetlista i różowa, której światło i różowość poczęły zabarwiać powietrze, wzgórza, zręby odległych jarów i szczyty. Dzikie serce Basia zaś usłuchała niezwłocznie, bo jakkolwiek zapał ją unosił i mężne serce do dalszej zachęcało walki, przecie jej niewieścia natura poczęła brać górę nad uniesieniem i wzdragać się wśród tej rzezi, na widok krwi, wśród wycia, jęków, chrapania konających, w powietrzu przesiąkłym zapachem surowicy i potu. Ketling znał dobrze stan swego serca; Krzysia bądź z braku odwagi, bądź dlatego, że sama siebie chciała oszukać, nie powiedziała sobie: „kocham go” - ale pokochali się bardzo mocno. - Jego to dzieło szczęście nasze! - Szczęść wam Boże! - rzekł stolnik.

- Dowiedz się waszmość, że panna Anna Borzobohata ten oto padół opuściła. - Czego waćpanna płaczesz? - zawołał żałośnie. Dobranoc całej kompanii i dajcie mi już z amorami spokój... Oby ci było dobrze, jako mnie będzie źle! Wiedz o tym, że ci usty zaraz odpuszczam, a jak Bóg da, to ci i sercem odpuszczę... Duma zaś i pochlebcy mówili mu, że gdyby się to miało zdarzyć, to tym krajowcem nie mógłby być kto inny, jeno pan najwyższym jeniuszem obdarzony, najpotężniejszy i z najznakomitszego rodu, a inaczej mówiąc- on sam. zdrowie Uważ, Michale, że Francuzi tak samo w pończochach chodzą jak Szwedzi, więc pewnie i tak samo przysiąg nie dotrzymują. Niech się jeno uspokoi trochę, a pan hetman indygenat ci wyrobi, szyję daję! czasy idą takie, że okazji ci nie zbraknie, jeśli szczerze chcesz się sławą okryć.

- Nie... bo my tam w naszych stronach każdego domu na palcach możemy wyliczyć koligacje... - Dla Boga! Ktoś ty jest, Azja? - wykrzyknął pan Bogusz. Oto Kozacy pana Motowidły chwycili Tatara, dziwnie jakoś koło stanicy myszkującego, i przyprowadzili go do Chreptiowa. świadkowie Jehowy - Jeśli Krzysia się zatnie - mówił trąc czoło - to jak tu nawet taką rzecz perswadować?.. Panieńskie serce oddało się teraz zupełnie słodkiemu uczuciu i biło jak młotem na myśl o pierwszym spotkaniu, a jeszcze bardziej na myśl o tym, co będzie, gdy z czasem zdarzy się jakoweś sam na sam? I widziała już smagławą twarz Azji u swoich kolan, i czuła już jego pocałunki na swoich rękach i ową omdlałość, w czasie której głowa panieńska pochyla się na ukochane ramię, a usta szepcą: - I ja kocham! Tymczasem ze wzruszenia i niepokoju całowała sama gwałtownie ręce Başine i co chwila spoglądała ku drzwiom, czy nie ujrzy w nich mrocznej, lecz pięknej postaci Tuhaj-bejowicza. Zaiste nie ja cię będę odwodził, bom i sam czuł swego czasu do życia zakonnego wokację.

Chcesz-li być moją?... My się tu z Morawskim, Aleksandrowiczem, Tarasowskim i Grocholskim często naradzamy, a do innych braci pisujemy, rady ich także zasięgając nad sposobem, jakoby to, czego ty, miły, chcesz, jak najprędzej stać się mogło. Odgadli po owym wykrzyku Zagłoba z panią Makowiecką tajemnicę serca małego rycerza i gdy on, zerwawszy się nagle, opuścił izbę, spoglądali czas jakiś na się w osłupieniu i niepokoju, aż na koniec pani Makowiecka rzekła: - Dla Boga! idź waćpan za nim, perswaduj, pociesz, a nie, to ja pójdę. opalanie potencja turecka osłabiona... - Przyszły do pana Ketlingowego dworca, a stamtąd czeladnik odniósł... - Ot, jest! - odrzekła podając mu pismo pani stolnikowa.- Że wiatr był, a ludzie na jarmarku... Krzysia spuściła głowę i po chwili dwie łezki poczęły jej płynąć po policzkach.

Wściekłość go brała z tego powodu na samego siebie, a jednak obronić się uczuciu słodyczy i rozkoszy nie mógł. Była w jej głosie taka powaga i taki smutek, że i Basia, i pan Zagłoba na chwilę nawet nie przypuścili, że to żarty. Jednocześnie było jej i przykro, i smutno, że mały rycerz zdawał się jej unikać, a zarazem rozumiała, że coś się między nimi musi przeważyć i że już nie będą się po staremu przyjaźnili, tylko albo daleko więcej niż dotąd, albo wcale. Za czym ból mu głos zdławił, więc czoło wsparł o poręcz ławy i począł szeptać przez zaciśnięte wargi: - Boże! Boże! Boże!...Panna Basia dopilnowała jednak Wołodyjowskiego, żeby ją „fechtów” uczył, on zaś nie odmówił, bo po kilku dniach, choć zawsze wolał Drohojowską, jednak i Baśkę bardzo polubił, ile że zresztą trudno jej było nie lubić. Czas jakiś sunęli w milczeniu, tylko płozy świszczały po śniegu i spod kopyt końskich padał grad grudek śniegowych. Jest tu długi korytarz, który się kończy ganeczkiem niedaleko wielkiego ołtarza. Twarz jego uspokoiła się natychmiast, za czym siadł na ławie i wsparłszy głowę na łokciach, zamyślił się głęboko.

Ale teraz siedziała poważnie i jadła smacznie, co chwila tylko strzelając oczyma: to na pana Zagłobę, to na pana Wołodyjowskiego, i spoglądając na nich z dziecinną prawie ciekawością jak na jakieś osobliwości. Naprzód dostrzegła łby końskie, za nimi rozpalone a dzikie twarze; jedna z nich błysnęła przed nią tuż, tuż; Basia cięła zamaszyście i twarz znikła nagle, jakby była widziadłem. lepiej niż ciotkę, lepiej... nie! z Rożyńską... - Gdzie list Michałowy do mnie? - spytał pan Zagłoba przerywając potok nowin wypowiadanych jednym tchem przez zacną panią stolnikową. Prawdę rzekłszy, odkrycie, że Azja jest tatarskim kniaziem i synem Tuhaj-beja, zaimponowało i jemu niepomiernie. Żadnej przeszkody mieć w tym nie będziesz, chyba pomoc, na co ci moją rękę, jako zacnemu kawalerowi, daję.

- To trzeba mu było bakalijki oddać, niechby je zjadł, póki mu wąsy nie urosną. Potrzebuję się jeszcze z panem podkanclerzym koronnym rozmówić i z panem podskarbim, listy Ruszczycowi przygotować i instrukcje mu dać. Wyszły przed częstokół i kapele: więc towarzyska z krzywuł złożona, kozacka z litaurów, bębnów i różnych wielostrunnych instrumentów, a wreszcie lipkowska, w której, modą tatarską, przeraźliwe piszczałki prym trzymały. W owej leciuchnej mgle i mroku majaczące opodal zarośla przybierały w podnieconej wyobraźni Basi kształty żywych istot. Pan Zagłoba wiedział doskonale, że mały rycerz miał się więcej ku Krzysi niż ku Baśce, ale właśnie dlatego postanowił Krzysię usunąć. Jak tam zresztą jest, tak jest - dość, że teraz już za późno na układy. - Pan Nowowiejski prędzej, później rotmistrzem zostanie - wtrącił mały rycerz.


||||||||||||||||||||||