Do tego już doszło, że na tej ziemi wilcy miłosierniejsi od ludzi, że tu trawy krwawą rosą się pocą, wichry nie wieją, ale wyją, rzeki łzami płyną i ludzie do śmierci ręce wyciągają mówiąc: <>” - Panie! - zawołałem - zali oni lepsi od nas? Kto największe okrucieństwa czynił? Kto pogan sprowadzał?..
- Przejdźmy do bawialni - rzekł wreszcie stolnik. Pan Wołodyjowski zaniepokoił się tym bardzo i zaraz zwołał starszyznę na naradę. Często się utrudzonemu żołnierzowi przytrafia, że począwszy wieczorne pacierze, uśnie. urzekająca Zaczerwieniła się też okrutnie i sama nie wiedząc, co czynić, powstała z krzesła. Napijże się, Michale, abyś miał siłę wszystko przenieść, boś zmizerowany bardzo. Dobrze? - To i siostrze nie mam nic gadać? - Sama ja jej powiem, ale po pana Michałowym odjeździe.
Teraz zaś, żem ci to widowisko chciał wyprawić, jeszczem staranniej wszystko rozdysponował. Służba powiedziała mi już, że mam niewypowiedziane szczęście i honor ugaszczać pod swym dachem siostrę i krewne mego Pallada, ale przebacz, dostojna panno, mojej konfuzji, bo służba nie powiedziała mi tego, co oczy widzą, a i oczy same twego blasku znieść nie mogą... - Wszelako - ciągnął dalej podkanclerzy - łatwiej jest obwoływać Piasta niż tak pożądanego znaleźć, więc nie dziwuj się waszmość, że cię spytam: kogo miałeś na myśli? - Kogo miałem na myśli? - powtórzył nieco zakłopotany Zagłoba. Baśka jeno musi przyrzec, że w razie wielkiej wojny pozwoli się bez oporu choćby do Warszawy odesłać, bo wówczas nastaną pochody okrutne, bitwy zawzięte, oblężenia taborów, może i głody, jako pod Zbarażem, a w takich potrzebach mężowi trudno głowę ochronić, a cóż dopiero niewieście. Waldemar Łysiak niesnaski w Krymie... I dopiero gdy on po pannę Borzobohatą na Żmudź jechał, nadeszła chwila separationis; któż by się spodziewał, że najlepsze jego nadzieje tak prędko przeminą jako strzała na powietrzu? - Nic stałego na tym padole płaczu nie masz - odpowiedział Zagłoba.
„Na Boga! Nie wiesz gdzie jakiego medyka?” - „Co się stało?” - „Chora świata nie poznaje!” Pytam, kiedy zachorowała, powiada, że dopiero co dali mu znać od pani Zamoyskiej. Ale potem nastała inkursja hultajska i wszystko poszło w ruinę. Ostawże mi choć nadzieję! Nie odbieraj wszystkiego od razu!... To rzekłszy znikła za drzwiami, a mały rycerz, który już był powitał pana Bogusza i pana Nowowiejskiego, przysunął się do pani Boskiej. - Bo kto by cię nie polubił? Ciebie wszyscy kochają... Urzekająca Będzie i on wówczas, i Skrzetuscy...
Po których słowach podziwiano go jeszcze więcej. - To i zrękowiny już były? - Zrękowin nie było, bo Michał ledwie się z żalu otrząsnął; wszelako będą... No, bądź zdrów, żołnierzyku!... Nie zapomniałem ja tamtej niebogi i nie zapomnę jej nigdy; miłuję ją dotąd i gdybyś wiedziała, ile jest po niej płaczu we mnie, sama byś nade mną zapłakała... Cudze pole - A owóż i on sam! - zawołał Kmicic na widok męża zbliżającego się ku altanie. Ciągnęli mnie i Pacowie, którzy przeciw Radziwiłłom partyzantów szukają, ale u ciebie wolę.
Ale że kościół był w zgliszczach, a parafian brakło, zajeżdżał ów proboszcz bez owieczek do Chreptiowa i po całych tygodniach tam przesiadując, rycerstwo pobożnymi naukami budował. Ogień na kominie przygasł, a natomiast przez okno weszły jasne blaski księżyca, który wysoko już wybił się na chłodne zimowe niebo. - Życia nam żałuje! - powtarzał Zagłoba. Urzekająca wojennego nam pana potrzeba! Wszystkim to powtarzaj!... Nie podejrzewałem go dotąd o nic anim też wypytywał na poleceniu hetmańskim poprzestając, chociaż on jakowąś tajemnicą się osłaniał. - Słyszałem o ambitnych zamiarach księcia Bogusława Radziwiłła! - mruknął jakby sam do siebie ksiądz Olszowski.
Sposępniał mały rycerz okrutnie i rzekł: - Tegom się nie spodziewał, żebym panny Krzysi nie miał dziś ujrzeć. - Ani mi się śni! To z mrozu! I rozśmiała się wesoło, ale śmiech to był nieco przymuszony. Panienka potrząsnęła zamaszyście swoją płową czupryną. Że jednak przed okiem jego nic ukryć się nie mogło, więc dostrzegł smutek Krzysi. - Czemu to? - To jegomość pan Zagłoba nie wspominał ci o jej intencji? - O jakiej intencji, na rany boskie?! - Ona do zakonu idzie... Upłynęła długa chwila; milczał, nogami nieco szurgał zasuwając je coraz głębiej pod stołek i wąsikami ruszał.