Wołodyjowskiego zastała w kancelarii, zajętego regestrami chorągwi stojących w chreptiowskiej fortalicj;
Broni zwłaszcza wybór był znamienity. Po czym obaj z Nowowiejskim skoczyli do stajni, a Basia z nimi trzecia, i w kilka pacierzy dwoje sanek zajechało przed dom. W sercu jej wzbierała coraz większa przeciw małemu rycerzowi zawziętość. Talleyrand - To nie abominacja, jeno mam do zakonu wolę - odrzekła Krzysia. Pomroka rzedła. - No, trzymaj waćpanna szablę, bo wytrącę! - Zobaczymy! - A ot! I szabelka, wyfrunąwszy jako ptak z rąk Basi, upadła z brzękiem aż koło pieca.
Nastała długa chwila milczenia, tylko wąsy pana Michała zjeżyły się jakoś i poczęły się szybko, choć lekko, poruszać. Wszystkie okna jasno już były oświecone na przyjęcie pani stolnikowej. Pan Michał, który już o niebezpieczeństwie Zagłoby z wielkim wzruszeniem słuchał, porwał się teraz i chwyciwszy Zagłobę za ramiona, pytał: - Skrzetuski? - Nie Skrzetuski, ale Ketling! - Dla Boga! co się z nim dzieje? - W mojej obronie przez siepaczów księcia Bogusława postrzelon, nie wiem, czy przez dzień jeszcze żyw będzie. I dopiero gdy on po pannę Borzobohatą na Żmudź jechał, nadeszła chwila separationis; któż by się spodziewał, że najlepsze jego nadzieje tak prędko przeminą jako strzała na powietrzu? - Nic stałego na tym padole płaczu nie masz - odpowiedział Zagłoba. Rafał Ziemkiewicz Dziewczyny obie były rade, a Basia od razu otwarcie po stronie Ketlinga wystąpiła. Tu wąsiki jego poruszyły się żywo.
- Bielmo na oczach nosić bym musiał albo zgoła być barbarzyńcą dzikim - odrzekł - gdybym piękności ich nie dojrzał i nie uwielbił! - A widzisz! - rzekł na to Zagłoba patrząc z uśmiechem na zapłonione Ketlingowe oblicze. Chciałabyś mu nieba przychylić, oddałabyś za niego krew serdeczną, a napoiłaś go trucizną, nóż wepchnęłaś mu w serce... Znalazł ją rzeczywiście zaraz za stajennymi drzwiami siedzącą na wiązce siana. Kmicicowie zostali we Wodoktach nie spodziewając się rychłej od Wołodyjowskiego wiadomości i zupełnie nowym gościem, który się do Wodoktów obiecywał, zajęci. Tu zwróciła się do pana Snitki: - Waszmość pozwolisz? - Sługa pani pułkownikowej dobrodziejki! - zawołał pan Snitko. Rafał Ziemkiewicz Dlatego niech każdy z waściów raz na zawsze to sobie zakonotuje, iż dla Pana Boga nie masz nic niepodobnego, i niechże w najcięższych nawet terminach ufności w jego miłosierdzie nie traci.
I rzeczywiście był to Wołodyjowski, który w kilka koni na spotkanie żony wyjechał. Przed nim migały baranie kapuzy Lipków. - Jego to dzieło szczęście nasze! - Szczęść wam Boże! - rzekł stolnik. Gdy Wołodyjowski podniósł je znowu, na twarz Krzysi padały ostatnie blaski słońca, a była w nich śliczna. Bogaty ojciec Otóż strach go brał, czy się jej nie wydał małym. - zaczął pan Zagłoba, ale uciął nagle, pomiarkowawszy, że w takim razie Kryczyński musiałby mieć dziewięćdziesiąt lat, a w takim wieku ludzie zwykle już nie wojują.
Zły los przygnał tu tych skurczybyków. Przychodzili również dwaj zagończykowie, pan Wilga z panem Nienaszyńcem, żołnierze wielcy, i pan Hromyka, i pan Bawdynowicz, i wielu innych. A ty coś winna? - nic! On chciał wyjechać, tyś chciała do Boga... Stanisław Michalkiewicz I żal cię chwyci, i tęskność okrutna. Lipkowie pozsiadali z koni i rozciągnąwszy na ziemi runa owcze, jęli modlić się na klęczkach, z twarzami zwróconymi ku wschodowi. - Pani siostro! - odrzekł Wołodyjowski - jeśli chcesz listy do męża posyłać, to masz okazję, bo na Ruś jadę!...
Ręki tej nie przyciskał do serca; szedł spokojny i skupiony. Lecz młody Lipek wyprostował się nagle i przechylił w tył głowę jak ptak drapieżny dziobać gotowy. - Wyłaź - rzekł do niej Zagłoba. Trębacze zagrali po chorągwiach, dobosze uderzyli w kotły i z wielkim gwarem wjechali wszyscy do Chreptiowa. - Nie - rzekł hetman. Panny siedziały przytulone jedna do drugiej, podziwiając i czułość jego mowy, i owe wywody misterne, obce polskim kawalerom; aż pan Zagłoba, któren się był zdrzemnął pod koniec, zbudził się i począł, mrugając oczyma, spoglądać to na jedno, to na drugie, to na trzecie, wreszcie zebrawszy przytomność spytał wielkim głosem: - Co powiadacie? - Powiadamy waćpanu: dobranoc! - rzekła Basia.
- Rany boskie! Toś już z kościami Polak! Młody rycerz uśmiechnął się. Wreszcie, jeśli prostacy nie szanowali świętości żalu, zali godziło się iść ich przykładem? Jechał więc pan Wołodyjowski na Ruś, a wyrzuty towarzyszyły mu w drodze. - To już widzę jako na dłoni, że on do Krzysi chciał. nie! z Rożyńską... I właśnie dlatego, że wiadomy mu był pociąg małego rycerza do Drohojowskiej, postanowił co prędzej Ketlingową z niej uczynić. - A nie ma on czasem między naszymi pobratymca? - spytał Wołodyjowski.