- Krzysia zawsze była taka! Na to stolnik: - Co Michałowi było w głowie, że się przed wyjazdem nie upewnił? Toż mogło się jeszcze gorzej zdarzyć: mógł kto inny przez ten czas serce dziewki pozyskać..

Ale Zagłobie poczęło już w głowie świtać. - Ewka! - powtórzyła po raz dziesiąty Basia - miłujesz go? - Nie wiem - odrzekła po chwili wahania panna Nowowiejska. Zagłoba podniósł połę od kontusza do oczu i ślochać począł. Cudze pole Dlatego niech każdy z waściów raz na zawsze to sobie zakonotuje, iż dla Pana Boga nie masz nic niepodobnego, i niechże w najcięższych nawet terminach ufności w jego miłosierdzie nie traci. - Twierdziłem tylko in principio, że nam potrzeba Piasta - odrzekł wreszcie - ale co prawda, tom nikogo dotąd nie wymienił. - Boję się tylko, czy kłopotu nie będzie - Już jak tam pan Zagłoba o wieczerzy myśli - odparł mały rycerz - to starczy, choćby nas dwa razy tyle przyjechało.

Przeto chwytam się tej kandydatury oburącz i dziś jeszcze pomówię z panem podkomorzym Krzyckim, familiantem wielkim i moim znajomkiem, który ma niepośledni mir u szlachty, bo trudno go nie kochać. - Nie ma co mówić! Zmorzyło mnie. Wypytywał więc pan Makowiecki o żonę, a Wołodyjowski raz jeszcze o zdrowie panny Krzysi; za czym zdumiał się nad Ketlingowym bliskim wyjazdem, ale nie miał czasu nad nim się zastanawiać, bo zaraz musiał opowiadać, co tam w kresowej stanicy porabiał, jako ordzińskich grasantów podchodził, jak mu było tęskno, ale zdrowo starego życia zakosztować. - Starzy żołnierze mnie uczyli - mówiła - których u nas nie brak, a wiadomo przecie, że nie masz nad naszych szermierzów... Dzikie serce Zrozumieli, że nie ma dla nich ratunku, że nie ujdzie nikt nie tylko z łupami, lecz nawet z życiem. Na to Zagłoba: - Bogdaj się był Michał w tobie zakochał, nie byłoby tego wszystkiego...

Zagłoba przechylił od razu, choć przecie było z pół kwarty w kielichu, za czym nie obtarłszy jeszcze wąsów począł wołać: - Byłbym niewdzięcznikiem, gdybym twego nie wypił! Lej, chłopcze! - Z podziękowaniem! - odrzekł brat Jerzy. Wołodyjowski zaś był rozpytując się o niego, ale gdzie się udał, nikt nie wiedział. A on, po staremu, jako niegdyś nienawiść, tak teraz miłość oddawał z nawiązką. Bo oprócz tego, że oni proste Tatarczuchy, a ja kniaź, jest jeszcze we mnie rada i moc... To jest panna Krystyna Drohojowska, a ówta, panna Barbara Jeziorkowska. Jan Grzegorczyk Ale krótko to trwało.

Policzki brata Jerzego powlokły się lekkim szkarłatem, a wzrok odzyskał dawną bystrość. Ciężko było. - Pojadę jeszcze jutro do dnia, ale sam - rzekł - może się czegoś o nich dowiem. Nie wiem, gdzie u was moda przyjmować, ale jeśli tu, na tym miejscu, to radzęć, jak tu przyjdzie brat Jerzy, odejść lepiej, ot, do tej izby przy furcie, bo my tu o nader światowych rzeczach będziemy rozmawiali. Waldemar Łysiak - Waszej miłości chciałem wszystko powiedzieć, alem nie miał jeszcze kiedy, bom po owym szwanku chorował; przed ichmościami (tu Mellechowicz zwrócił się ku oficerom) miałem tajemnicę nakazaną, któren nakaz milczenia zechcesz pewnikiem wasza miłość teraz znów ichmościom wydać, aby tamtych nie zgubić. Nastała chwila milczenia; tylko jabłka spadające biły tu i owdzie ciężko w ziemię; tylko pan Charłamp sapał coraz głośniej, płacz hamując.

Jadąc do Warszawy, w której nigdy przedtem nie była, wyobrażała sobie, że będzie wcale inaczej. Wołodyjowski zmieszał się nieco, ale zaraz odparł: - Gdzie mnie tam żeniaczka w głowie. Żeś zaś na zdrowiu, jako nas wieść doszła, szwank poniósł, przeto człowieka posyłam, aby cię, miły, oczyma ujrzał i pociechę nam przyniósł. Urzekająca W Białogrodzie już się niektórzy w niewolę sami zaprzedają, aby jeno wyżyć do wiosny. Dlatego to będę ci przy boku. To ci tylko powiem, Michale, że teraz musisz wyjść ze mną choć na parę dni.

To powiedziawszy weszła do domu. Krzysia uczyniła zadość żądaniu rycerza, a ten znów rzekł: - Ilekroć będziemy sam na sam, mów mi po imieniu. żebyś to była zdrowa, nie mówię... - Na nic tu moja chęć! - odrzekła przytomniej Krzysia - chociaż za waćpanową wdzięczną być muszę. - Nie czyń tego waść, na miłosierdzie boże. Chcesz Ketlinga za męża? Krzysia przybladła nieco, chociaż z początku sądziła, że pan Zagłoba Basię, nie ją zapytuje; za czym podniosła na starego szlachcica swoje śliczne ciemnoniebieskie oczy.

Lecz pan Zagłoba pływał w tym morzu jak ryba. Basia, patrząc na to wszystko, umyślnie nagarnęła sobie płową czuprynę na oczy, by nikt wzruszenia jej nie dostrzegł, ale nikt na nią nie zwracał w tej chwili uwagi; wszyscy spoglądali na tamtę parę i nastało kłopotliwe milczenie. - Jako żywo! -zawołał pan Muszalski. Było tak. - Trzeba - mówiła - abyśmy oboje z Michałem na pierwszą niebezpieczną ekspedycję umyślnie z nim pojechali, bo tym sposobem najlepiej mu ufność okażem. A my tu w Chreptiowie i dalsze komendy w Mohilowie, w Jampolu, w Raszkowie, cóż innego czynimy? Siła jest złego w naszej Rzeczypospolitej, ale przecie tak myślę, że nam ową funkcję i Bóg kiedyś policzy, i ludzie może policzą.


||||||||||||||||||||||