A ten sygnecik, gdyby się na pamiątkę naszego colloquium przygodził..

Basia spojrzała na nią raz i drugi, nagle zarzuciwszy jej ręce na szyję przytuliła swoje różane usta do jej policzka i poczęła mówić prędko: - Krzysiu, bo beknę! Powiedz zaraz, że jeno na wiatr tak mówisz, bo beknę, jak Bóg na niebie, beknę! Po widzeniu się z Zagłobą Ketling był jeszcze u pani Makowieckiej, której oświadczył, że dla pilnych spraw musi pozostać w mieście, a może i wyjechać jeszcze przed główną podróżą na kilka tygodni do Kurlandii, że zatem nie będzie mógł podejmować pani stolnikowej nadal osobiście w swym wiejskim dworku. Jakiż był koniec? - Podszewka była lepsza od płaszcza. Pan Zagłoba mało jednak na to zważał, tym bardziej że młody Tatar nie bardzo mu się podobał, chwilami bowiem, nie twarzą wprawdzie, ale ruchami i spojrzeniem, przypominał słynnego wodza Kozaków, Bohuna. świadkowie jehowy Prawił tedy o sejmie convocationis, o jego zakończeniu i o tym, jak się piec pod ciekawymi arbitrami w izbie senatorskiej, ku wielkiej uciesze wszystkich, zawalił. Nigdy nie wydawała mu się tak cudną jak teraz, gdy oto oczki błyszczały jej ciekawością i ożywieniem, a zarumieniona, dziecięca twarz podnosiła się ku niemu pełna uśmiechów. - Ha! tum cię czekał! W tę stronę skręcasz? - krzyknął Zagłoba. tak? - Tak! Jemu pierwszemu! - A potem w sułtańskie ziemie? - Tak!... Pewnie by jej pan hetman Azji nie odmówił, bo on się w ludziach wojennych kocha.

I zły był pan Michał na siebie, a zarazem wielka litość ozwała mu się w piersiach. - Już to dla mnie uczyńcie... Mały rycerz rzeczywiście ruszał wąsikami, ażeby sobie dodać fantazji, a zarazem zmieszanie pokryć, wreszcie chcąc zwrócić rozmowę na co innego rzekł: - A tak i nie wiesz, czy Azja w Nowowiejskiej rozkochan? - Czekajcie, wezmę ja go na cztery oczy i wypytam. - To by do klasztoru wtenczas nie szła - odrzekła pani stolnikowa. choroby Nagle porwał go gniew szalony, gorycz wezbrała w piersi, więc zawrócił się i stanął przed niewinną Basią ze zmienioną i pełną szyderstwa twarzą. - Pójdę i do Chrapowickiego, choć to ciepła woda, co ze szkodą jest, bo od niego, jako od przyszłego marszałka, siła zależy. - Popędzę jeszcze, a potem zawrócę i albo ich puszczę przed siebie, albo - gdyby mnie ścigać nie przestali - pod szable ich podprowadzę.” Przyszło jej na myśl, iż jeśli jadący za nią grasanci rozproszyli się zbyt po stepie, to może przy zawrocie przyjdzie jej natknąć się na którego i pojedynczą walkę stoczyć. Po drodze opowiadał mu Zagłoba o nieszczęściu, jakie w pana Wołodyjowskiego ugodziło, a on ręce nad nim łamał, bo nic był dotąd nie wiedział.

Może też Bóg da, że nagle wypłynie, gdy tamte partie wzajem zniweczą swoje zabiegi... wojennego nam pana potrzeba! Wszystkim to powtarzaj!... Po czym ruszyli. Był jeden taki, największy, najzasłużeńszy, twój, zacny rycerzu, przyjaciel, ten, który w sławie jak w słońcu chodził... z wolą albo bez woli - ona! Inaczej gorze wam! Po czym dopił gorzałki z blaszanki i rzucił się na pokryty skórami tapczan, stojący w kącie izby. Urzekająca Panie bracie, kto chce co dobrego sprawić, różnie ludzi obchodzić musi, ale z wami, widzę, trzeba prosto w sedno. Teraz nie tylko trzeba do Michała jechać, ale przy nim zostać, nie tylko z nim płakać, ale perswadować; nie tylko mu Ukrzyżowanego jako przykład pokazywać, ale uciesznymi krotochwilami myśl i serce rozweselić. - Godny to napitek - rzekł postawiwszy gąsior na ziemi, a biorąc kielichy.

Amen... - Nie może inaczej być! I znów nastała chwila milczenia, po której Krzysia zaczęła mówić: - Myślałam w ostatnich dniach, że waćpan zagniewał się na mnie... Ale czyń, jak chcesz. - Ot! zdawało mi się - mówił - że łubniańskie czasy nie minęły, żeśmy to jeszcze razem ze Skrzetuskim i Kuszlem, i Wierszułłem... satanizm Nie miałem żony, dzieci, więc miłowałem oną dziewczynę jak źrenicę oka. Niemniej oboje gospodarstwo przyjęli gości z otwartymi ramionami; Basia ucałowała serdecznie jeszcze przed prezentacją wszystkie trzy niewiasty, potem zaś gdy powiedziały jej, kto są i skąd jadą, rzekła: - Rada bym nieba przychylić waćpani i waćpannom! Okrutniem wam rada! Dobrze, że jakowa przygoda nie spotkała was w drodze, bo o to w naszej pustyni nietrudno, ale właśnie dziś do szczętuśmy grasantów wygnietli. - Toż to mnie i trapi, bo ja myślałem: nie jedna, to druga. - Toż to mnie i trapi, bo ja myślałem: nie jedna, to druga.

Pan Michał pożegnał się i wyszedł. Służąc z młodych lat wojskowo na Ukrainie, znalazłem go półżywego w stepie i przygarnąłem. Chcesz waćpan rozpytać dla własnej ciekawości, dobrze, ale nie w moim imieniu... wrzody A Basia, nie spuszczając z niego oczu, podniosła również obie ręce do twarzy i naśladowała go we wszystkim. Tu pani Makowiecka poczęła się znów trząść i chychotać nad przygodą Tatarzyna, po czym dodała: - I co prawda, ocaliła nas wszystkich, bo cały czambulik szedł; ale że wróciwszy narobiła alarmu, więc mieliśmy czas z czeladzią w lasy uskoczyć! U nas tak ciągle!... - Pojadę! nie może inaczej być i nie będzie! - To wrócisz. Wiem doskonale! oho! - Będziem cię uczyć szabelką robić, kiedy masztaki animusz. I nastało milczenie.

Ewa przy tym najzacniejsza dziewka! - Jeno taką ma twarz, jakoby jej kto na czole napisał: „naści gęby!” Hu! kawka to jest! Wczorajem to sobie zakonotował, że gdy przy stole naprzeciw gładkiego chłopa siedzi, to tak dycha, że aż raz w raz talerz odrzuca i musi go sobie przysuwać. - Boję się tylko, czy kłopotu nie będzie - Już jak tam pan Zagłoba o wieczerzy myśli - odparł mały rycerz - to starczy, choćby nas dwa razy tyle przyjechało. Czerwone światło poczęło znów błyskać w oczach Azji, ale trwało to tylko przez jedno mgnienie oka. - Nie żadnego z nas, ale Krzysi tam by potrzeba, co gdy nie może być, lepiej go w samotności ostawić, bo pociecha nie w porę do większej jeszcze desperacji doprowadza. dobrze!... Na wysokim stepie poprzecinanym gęsto zdradliwymi rozpadlinami i jarami utworzył się z jeźdźców jakoby wąż olbrzymi: głowę jego stanowiła Basia, szyję grasanci, a dalszy ciąg cielska Mellechowicz z Lipkami i dragoni, na których czele pędził Wołodyjowski z ostrogami wbitymi w boki konia i przerażeniem w duszy. A ty coś winna? - nic! On chciał wyjechać, tyś chciała do Boga... A my tu w Chreptiowie i dalsze komendy w Mohilowie, w Jampolu, w Raszkowie, cóż innego czynimy? Siła jest złego w naszej Rzeczypospolitej, ale przecie tak myślę, że nam ową funkcję i Bóg kiedyś policzy, i ludzie może policzą.

Książę zmarszczył się nieco: - Służyłeś waszmość i przeciw mnie; wiem o tym. - No! to niech mnie kule biją, ciotula! - O Boże! uszy więdną: Przeproś całe towarzystwo! - wołała pani stolnikowa. W ogóle nie był zręczny do niewiast mały rycerz, a teraz miał przy tym duszę tym smutniejszą, że mu te dziewczyny żywo na pamięć kochaną zmarłą przywiodły. Nie gniewaj się jeno waść, bo sam przyznać musisz, żeśmy obaj z Janem dawniejsi przyjaciele i więcejśmy razem przygód przebyli. herbu Miesiąc Zatajony! Proszę! godny klejnot... - Daj Boże waćpanu! - Jak mi Bóg miły! Czuł przy tym mały rycerz, że gdyby powtórnie pocałował ją w rękę, to by mu jeszcze bardziej ulżyło. W izbie nastąpiła znajomość z panem Zagłobą, który na widok dwóch panien wpadł w doskonały humor i zaraz zaprosił do wieczerzy. Wołodyjowski! jam ciebie w pierwszym rzędzie do bractwa zaliczył.

Tymczasem do elekcji było coraz bliżej. Żeby to jeszcze inne czasy były! Ale dziś pierwsza rzecz wzgląd na dobro ojczyzny. Stary by mnie poznał, ale młody nie pozna... - Ha! tum cię czekał! W tę stronę skręcasz? - krzyknął Zagłoba. Z serca uczyniliśmy tę zasadzkę!.. Hm! prawda... - Ona nie jest wolna, bo mi afekt i rękę przed odjazdem przyrzekła! - Ha! - rzekł Zagłoba - tegom nie wiedział. - Aha! już wiem: mówiliśmy o amorach.


||||||||||||||||||||||