Tymczasem s³oñce poranne wsta³o nad step i powlok³o ch³odnym, blado-z³otym ¶wiat³em ca³± równinê

Uczu³ te¿ pan Bogusz, ¿e Azja prawdê mówi. Ale inny twój przyjaciel, który ka¿dym kawa³kiem chleba z tob± siê dzieli³, kona i koniecznie widzieæ ciê pragnie, i nie chce bez ciebie umieraæ, bo ma ci wyznania jakowe¶ uczyniæ, od których spokój jego duszy zale¿y. - Pojadê! nie mo¿e inaczej byæ i nie bêdzie! - To wrócisz. Dzikie serce „Czy ja mam co na czole napisanego?” - my¶la³a z niepokojem, zawstydzona i stroskana. - Sama jedna za czterech ¿o³nierzy naczyni warcho³u po komnatach. Z tej komnaty w±ski korytarzyk prowadzi³ do jego izby; w korytarzyku owym, przy schodach do panieñskiej kwatery, Basia zast±pi³a ma³emu rycerzowi drogê.

Umilkli wszyscy, tak wielkie imiê strasznego wojownika uczyni³o wra¿enie. W sercu Krzysi nie by³o jeszcze mi³o¶ci. - Jam dworskich obyczajów nie¶wiadoma! - szepnê³a w najwiêkszym zmieszaniu panna. Jako¿ Drohojowska i ma³y rycerz zajêci byli rozmow±, a panna Basia mierzy³a sobie dla rozrywki ze szturmaka ku oknu. ko¶ció³ scjentologiczny - Bodaj waæpannie los szczê¶ci³! Toæ jeszcze wczoraj mówi³a¶, ¿e mnie nie cierpisz jako Tatarzyna dzikiego! - Ale! jako Tatarzyna! Wcale tego nie mówi³am. - Powiedz¿e mi swoje racje? - rzek³ Zag³oba.

Pan Zag³oba podniós³ szablê do góry, ukaza³ ostrzem na kruki i rzek³ do Basi: - Dziwuj siê zmy¶lno¶ci tych ptaków. Choæby¶cie te¿ i po parê pacierzy zmówili, nie bêdê gniewny na mitrêgê, bo sobie przez ten czas wypocznê. Basia za¶ umy¶lnie stara³a siê byæ dla niego dobr±, ³acno bowiem sercem kobiecym odgad³a, ¿e jest podejrzliwy, dumny i ¿e upokorzenia, jakie zapewne czêsto z racji swego niepewnego pochodzenia znosiæ musia³, bol± go mocno. To rzek³szy Zag³oba wyj±³ g±sior z r±k pacholika i nala³ oba kielichy ma¶laczem tak starym, ¿e a¿ zgêstnia³ym ze staro¶ci. Nie bój siê! Wczorajszego uczynku choæbym chcia³ siê dopu¶ciæ, nie mogê, bo muszê na konie uwa¿aæ. zio³a - Wiecie waæpañstwo, co¶my wczoraj robili? I pan Bogusz wytrzeszczywszy oczy j±³ wodziæ nimi po obecnych.

- Nie dziwuj siê waæpan; przyje¿d¿am, ledwie tchu mi staje, a¿ tu pierwsze s³owo: klasztor. ¯adne ju¿ wiêksze kupy teraz siê nie pojawi± a¿ do pierwszej trawy. Basia za¶ by³a czerwona, nie wiadomo, z mrozu czy ze wzruszenia, a Nowowiejski jak struty. Tych lubi³ ma³y rycerz niezmiernie. John Eldredge S³awa jego imienia najlepsz± by³a jego majêtno¶ci ochron±. - Jeden na to sposób - odrzek³ Zag³oba - wyjd¼ za rotmistrza stra¿owego.

co? - Kaza³bym mu zamiast trzysta - tysi±c trzysta puh daæ. ¯eby choæ Ketling by³ wiedzia³, ¿e¶ mi przyrzek³a, mo¿e bym mu zakrzykn±³: „gas!” - ale on i tego nie wiedzia³. Widz±c Wo³odyjowski taki afekt, chwyci³ ¿onê w ramiona i chciwie poca³unkami ró¿ow± twarz jej ok³adaæ pocz±³, ona za¶ oddawa³a mu wet za wet. ks. Piotr Pawlukiewicz ¯o³nierz, rozgrzewaj±c siê stopniowo, grzmoci³ coraz potê¿niej. Ba, my¶lê, ¿e i poradz±. - Nie dziwuj siê waæpan; przyje¿d¿am, ledwie tchu mi staje, a¿ tu pierwsze s³owo: klasztor.

I to sobie w duszy wykalkulowa³, ¿e mu siê taki chleb nale¿y; ju¿, ju¿ mia³ go w gêbê wzi±¶æ, a¿ tu jakoby mu kto w w±sy dmuchn±³! Masz¿e teraz! jedz! Co i dziwnego, ¿e go desperacja chwyci³a? Nie mówiê, ¿eby i dziewki nie ¿a³owa³, ale jak mi Bóg mi³y, tak o¿enku wiêcej ¿a³uje, choæ sam przysi±g³by, ¿e jest przeciwnie. M³ody rycerz póty b³aga³, póty siê na swoje braterstwo z Wo³odyjowskim powo³ywa³, póty klêka³, a¿ zgodzi³a siê i nadal u niego zamieszkaæ. Tu pocz±³ siê pan Zag³oba rozgl±daæ po okolicy i kiwaæ g³ow±, dawne czasy wspominaj±c. Ja sam... ¯e to noc latem krótka, obudzi³em siê ju¿ o brzasku i ca³y ros± okryty. - A komendant tutejszy? Czy ty my¶lisz, ¿eby on ciê w czyjekolwiek rêce wyda³, choæby¶ nie by³ Tuhaj-bejowym synem? A ona! a pani Wo³odyjowska! S³ysza³em przecie, co o tobie przy wieczerzy mówi³a...

Tymczasem pokaza³ siê Wo³odyjowski, czyli raczej brat Jerzy, ale Zag³oba nie pozna³ nadchodz±cego, bo pan Micha³ zmieni³ siê wielce. Starzy ¿o³nierze rozp³ywali siê nad jej kawalersk± fantazj± i wielk± znajomo¶ci± rzeczy ¿o³nierskich. Weso³o¶æ ogarnê³a wszystkich. To moja ostatnia pro¶ba. - Nic jej! - zakrzykn±³ Tatar. po elekcji...

Prócz Mellechowicza i pana Motowid³y posz³a chor±giew pana genera³a podolskiego i pana podstolego przemyskiego. On le¿a³ czas jaki¶ z zamkniêtymi oczyma, w koñcu jednak otworzy³ je, a gdy pochylona nad nim Basia poczê³a wypytywaæ, jak mu jest, zamiast odpowiedzi chwyci³ jej rêkê i przycisn±³ do swych zbiela³ych warg. - Mia³¿eby pan hetman jakie wiadomo¶ci z Carogrodu? - spyta³ Wo³odyjowski. Ketling spodziewa³ siê, ¿e w drodze otrzyma od niej jakow±¶ odpowied¼, i patrzy³ w jej oczy, ale na pró¿no. Ot, moja historia! Tu umilk³ pan Nienaszyniec i pocz±³ ponuro w ziemiê patrzyæ. Bóg wie, jakiej krwi nie toczy³a ju¿ jego szabla.


||||||||||||||||||||||