W chorągwi lekkiej pana Mikołaja Potockiego było wielu towarzyszów, ludzi bywałych i dwornych, którzy chociaż zdziczeli wśród ciągłych wojen i przygód, grzeczną stanowili jednak kompanię
- Poczuje! - rzekł Zagłoba. Bóg cię pobłogosławi, a jać jeszcze lepiej pokocham, bo mi się serce krajać przestanie. Ziemi muszą mi dać bogato i gród jakowyś na stolicę, wkoło zaś grodu ałusy staną na ziemi, na bogatej, a w ałusach dobrzy ordyńcy z szablami - mnogo łuków i mnogo szabel! A jak ja ją naówczas porwę do grodu mego i za żonę ją, krasawicę, pojmę, i hetmanową uczynię, to przy kim będzie siła? Przy mnie! Kto się o nią upomni? mały rycerz!... Jan Grzegorczyk Że jednak hultajstwo włóczyło się istotnie po drogach i nieraz słychać było o wypadkach, kazał pan Zagłoba powożącemu czeladnikowi nie wjeżdżać między drzewa czerniące się tuż na zakręcie, ale stanąć na dobrze oświeconym miejscu. A on stanął jak słup kamienny, potem zaczął wodzić rękoma po twarzy i przecierać sobie oczy na kształt człowieka, który się budzi ze snu. Waćpan sam widzisz, że to wielkie rzeczy; jedź do pana hetmana, a żywo! Przedstaw mu, niech mi da na piśmie, a ja o stany nie będę dbał.
Tu zwrócił się do Basi: - Możemy listy do pana Ruszczyca zabrać, o których jejmość pani dobrodziejka wspominała. - Potem Krzysia odpowie zgodą, bo jakżeby takiemu kawalerowi i przy tym bratu pani Makowieckiej odpowiedzieć mogła, i biedny, najmilszy hajduczek ostanie na lodzie. Słysz, panie Bogusz, wy myśleli, że ja mały człek, a ja nie taki mały, jako się Nowowiejskiemu, tutejszemu komendantowi, oficyjerom i wam, panie Bogusz, wydało! Ot, ja nad tym dzień i noc myślał, aż wychudł, aż mi twarz wpadła - patrz waszmość! - i sczerniała. Jakoż i zdarzyło się. Bogata kobieta Szczęście to dla mnie, żem cię spotkał. W środku były porządki wszelkie i niemało sprzętów kosztownych bądź kupionych, bądź ze zdobyczy pochodzących.
Nagle, wśród ciszy nocnej, ozwał się żałosny głos Basi: - Krzysiu! - Nie śpisz? - Bo mi się przyśniło, że jakowyś Turczyn pana Michała strzałą przeszył. - Że i znamienitszy być nie może. Zrozumiała, że zostać jest zgubą, bo kupa owa samym pędem obali ich i roztratuje, nie mówiąc o tym, że na szablach zostaną rozniesieni. Powiedziałeś tylko waszmość pan, iż mu wilkiem z oczu patrzy. Dziś nie powiem więcej, bo od żalu zgoła nie mogę. Dzikie serce - Waćpanna mnie wołała? - Chciałam wiedzieć, czy to nie kto obcy chodzi...
Gorzej żyć w niepewności... Lecz po chwili: - Michałku, żeby byli mądrzy, to by co zrobili? - To by poszli jak w dym na podkomorską i przejechali im po brzuchach. Nie masz między nimi innych stanów, jeno panowie a niewolnicy, zaś nad pogańską nie masz cięższej niewoli. Powiedz to sobie jasno i klimkiem w oczy nie rzucaj. Waldemar Łysiak - Koza to jeszcze; tamta gdzie stateczniejsza! - Drohojowska węgierska śliwka, istna węgierska śliwka! Ale tamten orzeszek!... Była to Rusinka o krwi gorącej, więc jakieś ognie nieznane wstawały w jej piersi, ognie, o których nie wiedziała dotąd, że istnieć mogą, a pod żarem których ogarniał ją zarazem i strach, i wstyd, i wielka niemoc, i jakaś omdlałość, zarazem bolesna i luba.
A tymczasem pan Michał pomagał zsiadać pannom. Tymczasem dotrzymywał towarzystwa Krzysi, gdy pani Makowiecka wyjeżdżała z Basią do pani podkomorzyny Iwowskiej. - A hetman pisał do pana Złotnickiego przez Piotrowicza? - spytał pan Wołodyjowski. Przypadki księdza Grosera Wrócisz później... A tu noc! Gdzie szukać medyka, kiedy tam jeno klasztor cały, a w mieście więcej jeszcze zgliszczów niż ludzi. Żołnierze z każdym dniem kochali Basię więcej, bo też się troszczyła o ich jadło i napitek, doglądała chorych i rannych.
Patrzcie, jak to już miesiąc wysoko. - Dalibóg, ktoś idzie! - rzekł. Maszże do tego prawo? Rozważ to w sercu i w umyśle, w końcu spytaj sumienia własnego... - Krzysia ma rację! - wtrącił Zagłoba. Dziwno mi też było, że go nikt z waszmościów dawniej, przed jego do służby wstąpieniem, nie znał i o nim nie słyszał... Tymczasem już domki przedmiejskie poczęły się ukazywać po obu stronach drogi.
Mąż mój wielki skrupulat. To i pan Myśliszewski potwierdził, i basza chocimski co dzień powtarza, i hetman w to wierzy, że stułtan Doroszeńki bez pomocy nie ostawi, jeno wielką wojnę Rzeczypospolitej wypowie, a wtedy co ja z tobą zrobię, mój kwiatuszku najmilejszy, moje praemium z ręki boskiej dane? - Co się stanie z tobą, to się stanie i ze mną. Zmogłem się!... Mając taką żonę, nie potrzebujesz w razie wojny w domu jej ostawiać, ale możesz ją w pole wziąść i przy boku mieć. - Panie komendancie! - rzekł do Wołodyjowskiego Mellechowicz. Żołnierze pogasili teraz łuczywo, natomiast każdy ściągnął z ramienia to muszkiet, to piszczel, to guldynkę i nuż grzmieć na powitanie pani.
Jej ciężej czas upływał, bo Ketlingowego dworu od czasu wyjazdu małego rycerza nikt nie odwiedzał i dzień za dniem przechodził w jednostajności i nudzie. - Ha! mróz na dworze, a Kupido golec: wszelako tak myślę, że byle się tu dostał, to w tym domu nie zmarznie! - zakrzyknął Zagłoba. Ale Kmicicowi nie w smak była rada, więc począł głową kręcić i rzekł: - Ja bym dla niego na koniec świata pojechał, ale... - Michał! a co Michał, hę? jak rzepy! co? mnichem zostaniesz, co? A ta borówka Drohojowska, smaczna? A ów hajduczek różowiuchny, uch! Cóż ty na to, Michale? - Cóż, nic! - odpowiedział mały rycerz. Jakoż książę zawrzał jeszcze bardziej, ale i stropił się niemało, usłyszawszy, że mu na wstręcie staje mąż tak popularny, na którego strach było się porywać. Pójdę, przemówię, respons ci odniosę, a ty wedle tego pojedziesz albo zostaniesz...