Znienawidziłem go jak zarazę i on mnie nienawiścią ścigał
Pani stolnikowa wyczekiwała męża licząc dnie do elekcji i o nim tylko mówiła; Basia osowiała bardzo. Tymczasem pokazał się Wołodyjowski, czyli raczej brat Jerzy, ale Zagłoba nie poznał nadchodzącego, bo pan Michał zmienił się wielce. Aż nadszedł wreszcie rok 1668, w którym z rozkazu pana kasztelana na wypoczynek odesłan, z początkiem lata po miłą pannę pojechał i zabrawszy takową z Wodoktów, do Krakowa dążył. przeziębienie Pan Michał, który już o niebezpieczeństwie Zagłoby z wielkim wzruszeniem słuchał, porwał się teraz i chwyciwszy Zagłobę za ramiona, pytał: - Skrzetuski? - Nie Skrzetuski, ale Ketling! - Dla Boga! co się z nim dzieje? - W mojej obronie przez siepaczów księcia Bogusława postrzelon, nie wiem, czy przez dzień jeszcze żyw będzie. Oboje się tam ucieszą, wieści dobre otrzymawszy. Mówią także i o tym, że im Rzeczpospolita wolę i ziemię chce dać i na służbę pod Tuhaj-bejowiczem wezwać. Stał przed nią pozornie chłodny, choć płomień miał w ustach i oczach, a przepaściste jego źrenice mówiły jej wszystko, czego nie wypowiadały zaciśnięte usta. Nicże ci? Nic cię nie boli? - Nic mi! - odrzekła Basia.
Pierwszy pan Zagłoba gotów podrwiwać, bo on rad dworuje, gdy mu się okazja zdarzy, ale niech drwi zdrów! Nie dbam ja o to, zwłaszcza że nie na ciebie przygana spadnie, jeno na mnie... Od czasu swego zamążpójścia miała ona wżyciu dwa największe pragnienia: jedno, dać Michałowi syna; drugie, zamieszkać z małym rycerzem choćby na rok w jakiej stanicy przyległej do Dzikich Pól i tam na krańcu pustyni żyć życiem żołnierskim, wojny i przygód zażyć, w podchodach udział brać, własnymi oczyma ujrzeć te stepy, doświadczyć tych niebezpieczeństw, o których tyle się nasłuchała od najmłodszych lat. Chwilami również, zwłaszcza gdy próbowała przymknąć oczy, zdawało się jej, że jakaś piękna jak sen głowa pochyla się nad nią, a cichy głos szepcze jej do ucha: - Wolę cię niźli królestwo, niźli sceptr, niźli zdrowie, niźli długi wiek i życie!W kilka dni później pan Zagłoba pisał do Skrzetuskiego list z następującym zakończeniem: „A jeśli przed elekcją do domu nie ściągnę, to się nie dziwujcie. Kościół był cichy i pusty. Jacek Pulikowski Była dwadzieścia lat młodsza ode mnie i na rękum ją nosił. Po czym się rozstali; ona poszła do kościoła, a on znów w ulicę, by nie spotkać się z kim ze znajomych w gospodzie. - Czytaj! - rzekł mały rycerz podając mu list znaleziony przy Lipku. Wreszcie wilcy ich uprzątną.
- Zali naprawdę tak mówią? - spytał zaniepokojony mały rycerz. - To wicher; zresztą już tam Nowowiejski chce z niej ognia wykrzesać. Mówiono też o białogrodzkich Tatarach. - Garść nas jest - rzekł - ale inni pójdą za przykładem. Tymczasem od rana przyjechał pan Nowowiejski i wszędy go było pełno. satanizm - Zgadzasz się? - pytał Wołodyjowski. On przecie najlepszy jego przyjaciel, a pan Zagłoba drugi; może mu jako do serca trafią, a zwłaszcza pan Zagłoba, któren jest człowiek bystry i wie, jak do kogo przemówić. Usłyszysz waść o mnie, jako Bóg na niebie! - A cóż tamci? co Kryczyński? wrócą? nie wrócą? Co teraz czynią? - Po sieheniach stoją: jedni w Udrzyjskim Stepie, inni dalej.
Po czym wyszedł z izby. Ot! w czym rzecz! Na to Ketling: - Nie słodko mi, ale gorzko w gębie od tej strawy, którą się karmię. Tajemnicę pilnie obserwuj, bo dla Boga, zgubiłbyś ich wszystkich. Diabeł nie śpi i rad między takimi przyjaciółmi siada, a egzemplum Adam i Ewa, którzy jak się zaczęli przyjaźnić, tak aż Adamowi kością w gardle owa amicycja stanęła. alergia - Proszę, proszę! ja sam się od pewnego króla Masagietów wywodzę, więc lubię o czyimś pokrewieństwie posłuchać. Padła też na gruby pokład mchu wyściełającego niby futrem dno szczeliny, ale wstrząśnienie było tak silne, że zemdlała. Jakoż wiadomość pana kasztelana na wszystkich niemałe uczyniła wrażenie. Będzie pannie Basi słodko, a onemu biedakowi tam gorzko.
Daj Bóg, abym hetmana w Jaworowie znalazł! Prędka u niego decyzja i wnet będziesz miał odpowiedź. Tyle, co u mnie na pięści! Jak mi Bóg miły! On i mszy nie potrafi nigdy zaśpiewać, a jeśli i zaśpiewa, to szczury z klasztoru pouciekają, bo będą myślały, że koczur miauczy wesele odprawując. Dalibóg, nie wiem, dlaczego by Baśka nie miała tam z tobą zamieszkać? Szczerze to mówię, a przecie wiesz, że wolałbym sam starym łbem nałożyć, niźli ją na jakowyś szwank wystawić. Dzikie serce Wówczas pani stolnikowa, nie mówiąc nic, pocałowała Basię w czoło - ona zaś poleciała zaraz do swojej izby i nie wróciła, aż na wieczerzę. Duma zaś i pochlebcy mówili mu, że gdyby się to miało zdarzyć, to tym krajowcem nie mógłby być kto inny, jeno pan najwyższym jeniuszem obdarzony, najpotężniejszy i z najznakomitszego rodu, a inaczej mówiąc- on sam. - Bóg ci zapłać! Bóg ci zapłać za serce! - rzekł. Za czym ból mu głos zdławił, więc czoło wsparł o poręcz ławy i począł szeptać przez zaciśnięte wargi: - Boże! Boże! Boże!...Panna Basia dopilnowała jednak Wołodyjowskiego, żeby ją „fechtów” uczył, on zaś nie odmówił, bo po kilku dniach, choć zawsze wolał Drohojowską, jednak i Baśkę bardzo polubił, ile że zresztą trudno jej było nie lubić. Miłuję waćpannę i piechotą, i na koniu, i na czczo, i po jedzeniu, i na wieki, i po szkocku...
Ale widzę, że mi resztę dowcipu żałość wyjadła.” I przez jakiś czas dreptał w milczeniu, wąsikami tylko coraz mocniej ruszając. - Wyłaź - rzekł do niej Zagłoba. Oni też poczęli razić, czym kto mógł: handżarami, szablami, ów kiścieniem, ów szczęką końską. - Oleńka - rzekł wreszcie Kmicic pragnąc myśl żony w inną stronę skierować - zali ty nie myślisz, że ona w raju? - Nie nad nią ja, jeno za nią płaczę i nad pana Michałowym sieroctwem, bo co do jej szczęśliwości wiekuistej, chciałabym mieć dla siebie taką nadzieję zbawienia, jaką mam dla niej. - Wypadł od jej ciała na sień, z sieni na podwórzec i taczał się jak pijany. O dla Boga! O Jezu miły! W tej samej izbie my się kochali! Krzychna! Krzychna! Myślałem, że po wiek będziesz moja, a teraz nic, nic! Co się z tobą stało? Kto ci serce odmienił? Krzysiu, toćże ja ten sam!... Audiatur et altera pars!- ozwał się mały rycerz. Niech mi jeno będzie wolno mówić...