Ba, myślę, że i poradzą

- Basi to pan powiedział, że na elekcję wraca, a przecie, żebym to była wiedziała, nie byłabym do serca wzięła odjazdu. Co za honor dla nich ginąć z takiej oto rączki, którą przy okazji niech mi ucałować będzie niewzbronno. Niektórzy przepowiadali wojnę domową, a wieści te znajdowały wiarę wobec olbrzymich drużyn wojennych, jakimi otaczali się magnaci. Urzekająca I znów rozmowa się urwała. - Żaden z nich o wspaniałomyślności hetmańskiej nie wątpi i wszyscy go po cichu w sercu kochają, ale myślą sobie tak: hetmana samego zdrajcą hassa szlachecka okrzykuje; na dworze u króla go nienawidzą; sądem mu konfederacja grozi - jakże on potrafi co wskórać? Pan Bogusz począł trzeć czuprynę. A Krzysia, rada nierada, musiała słuchać i oczy jej mimo woli szukały tego, o którym była mowa, a czasem spotykały się z jego oczyma. I wysunąwszy naprzód dolną wargę począł mrugać spod namarszczonej brwi zdrowym okiem. - Tak! tak! tak! - odpowiedziała Basia.

- Nic to! - mówił - hajduczkaś jeszcze nie widział! Jedna gładka, ale i druga miód, miód! Jak się masz, Ketling! Daj ci Boże zdrowie! Będę ci mówił: ty! Dobrze? Staremu poręczniej... - Szczęść ci Boże! Toś tedy wojnę porzucił? - Niech się jeno jakakolwiek zdarzy, stawię się niezawodnie. Lecz była jakoby w odurzeniu i w zapamiętaniu nieustającym. Basia aż do wieczora przesiadywała w oknie lub przed bramą, spoglądając na drogę, którą pan Zagłoba mógł nadjechać. Rzeczpospolita kłamców Mellechowicz wyszedł. Zawsze oni, choć poganie, wiary poprzysiężonej dotrzymują, a dla ciebie respekt wielki mieć muszą. Lecz pan Zagłoba pływał w tym morzu jak ryba. Azja nie taki! - Nie Turek, tylko Tatar.

- Tak waćpanna myślisz? - spytał z radością mały rycerz. Było to pod wieczór. Pod wieczór łuby były gotowe, tak że od biedy można było tegoż samego dnia wyruszyć. Drogą jej była sama myśl o nim, drogie jego słowa, kochana jego twarz, drogim jego smutek. - Miał, i o takowych z osobna musimy pogadać. ks. Piotr Pawlukiewicz Nie zmógł mnie, ale i ja przecie nie mogłem mu dać rady. Basia jednak ciążyła mu na rękach, więc przycisnął ją z całej mocy do piersi, potem zbladłymi wargami począł całować raz po raz jej oczy, potem przywarł ustami do jej ust, jakby duszę z niej wypić pragnął, wreszcie świat cały zakręcił się z nim szalonym wirem, zatajona na dnie piersi, jak smok w jaskini, namiętność porwała go jak burza. Na głowie miała kapturek atłasowy, a biały puszek łabędzi otaczał jej drobną, bladawą twarz, na którą padał blask miesiąca i rozświecał łagodnie te szlachetne brwi, oczy spuszczone, długie rzęsy i ów ciemny, ledwie dostrzegalny puszek nad ustami.

Więc frasunek, wstyd i ból, razem wzięte, przezwyciężyły jej wolę i rozpłakała się jak małe dziecko. Bogdaj w nich zły duch wstąpił. Ketling milczał i milczał tak długo, że aż w końcu Zagłoba spytał: - Cóż ty na to? hę? A ów odrzekł zmienionym głosem, ale z mocą: - Możesz waćpan być pewien, że nie pofolguję sercu na Michałową szkodę. Tymczasem pan Muszalski, stojący dotychczas opodal, zbliżył się do Basi. Cudze pole A Krzysia, rada nierada, musiała słuchać i oczy jej mimo woli szukały tego, o którym była mowa, a czasem spotykały się z jego oczyma. - Pan Mellechowicz! Jaki on pan! mój pachoł, który się pod cudze nazwisko podszył. - Idź z panem Snitką po owe listy i przynieś je natychmiast. Jeno że to mdłe jako dzieci, więc niechże którą krzywda jakowaś spotka, to aż ci serce z mizerykordii piszczy.

Nie masz nic straszniejszego nad wojnę domową... - Od jutra będę gotów! - Bóg ci zapłać za intencje, ale tak prędko nie potrzeba. - Dobrze! Gdzie są? - Podług rozkazu: kazałem ich powiesić. Talleyrand Bogaty był Tatarzyn, ale nieludzki i dla niewolników ciężki. Lipkowie wielce go miłują, ale między nami miru nie ma - a czemu? Bo człek ponury, i jak słusznie wasza mość zauważył, wilkiem patrzy. Oczy jej podnosiły się jednak co chwila i biegły aż do gdańskiego zegara, który stojąc w kącie Ketlingowej bawialni tykał poważnie. Ale mnie pan Zagłoba powiedział... Bogdaj w nich zły duch wstąpił.

- Mędrzec pański powiada: „Ten się drapie, kogo swędzi”, a mnie nic nie swędzi; przetom wesół!! Jak się masz Ketling! O! do stu bisurmanów! co to ja widzę? Wszakżem to ciebie po polsku widział, w rysim kołpaczku i przy szabli, a teraześ się znowu na jakowegoś Angielczyka przemienił i na cienkich nogach niby żuraw chodzisz? - Bom w Kurlandii długi czas siedział, gdzie polskiego stroju nie zażywają, a teraz dwa dni spędziłem u angielskiego rezydenta w Warszawie. W grodzie razem z ludźmi psi się błąkają, którym Turcy krzywdy nie czynią, dlatego widać, że się do pokrewieństwa poczuwają, sami psubratami będąc... W całym wojsku amicycja ich tak była sławna, że Ketlinga z uwagi na jego gładkość nazywali żoną Wołodyjowskiego. - Dziewka mu umiłowana w drodze, w Częstochowie, zmarła - odpowiedział Zagłoba - i to najgorzej, że znikąd nie mogę dowiedzieć się, gdzie on się teraz znajduje? - Przez Bóg! - zawołał na to pan Warszycki, kasztelan krakowski. I dalej jechali w milczeniu. Zresztą nie taił się wcale. - Poczekajcie, niech jeno owe rany duszne mu się zamkną i świeżą skórą pokryją, a obaczym, czy mu dawna ochota nie powróci. - Kamedułą został, jak mi Bóg miły! - zakrzyknął w największej desperacji.

Po drodze dowiedziałem się, że w jednym ałusie przymorskim przemieszkuje jedna z żon Tuhaj-beja z jego ulubionym synalkiem, Azją... - Z czasów ostatniej wyprawy! Nie mogłem w niej udziału brać, bo mi pan Sobieski inną funkcją powierzył, choć później tęskno mu beze mnie było... Gdyby sekret Krzysi i Wołodyjowskiego był mu znany, wszystko byłoby mu od razu jasne, ale bez tej znajomości istotnie trudno było cośkolwiek zrozumieć. - Obaczysz - rzekł poruszając wąsikami Wołodyjowski - jak ów tylko borek przejedziem, który od Chreptiowa nas dzieli. Na to twarz Wołodyjowskiego spoważniała bardzo i tak mówić począł: - Krzysiu, może i tobie się to źle wydaje, że nimem się z boleści otrząsnął po jednej, jużem drugą pokochał. Jestli to miłość czy też co innego, nie wiem! - Ale wiesz, że to nie czapka ani trzy łokcie sukna na pludry, ani popręg, ani podogonie, ani kiełbasa z jajecznicą, ani manierka z gorzałką. Służąc z młodych lat wojskowo na Ukrainie, znalazłem go półżywego w stepie i przygarnąłem. Kryczyński” Pan Wołodyjowski skończył i począł oczyma wodzić po obecnych, a gdy milczeli ciągle, pilnie widać treść pisma rozważając, rzekł: - Tarasowski, Morawski, Grocholski i Aleksandrowicz, wszystko to dawni rotmistrze tatarscy i zdrajcy.


||||||||||||||||||||||