- Wiecznie te bia³og³owy! Pierwsza lepsza kawka takiego ci piwa nawarzy, ¿e kto wypije, temu po nim bêdzie niestrawno - mrukn±³ Zag³oba

Dowiedziawszy siê ja o owym synaczku, pomy¶la³em, ¿e Bóg ukazuje mi ostatni sposób ratunku dla Halszki, i zaraz postanowi³em ma³ego Azjê porwaæ, a potem za moj± dziewczyninê go wymieniæ. - Je¶li to mój cz³owiek, to ryby ma sin± farb± na piersiach wyk³ute! Us³yszawszy to pan Nienaszyniec otworzy³ szeroko oczy i usta, nastêpnie porwa³ siê za g³owê i zakrzykn±³: - Azja Tuhaj-bejowicz! Wszystkie oczy zwróci³y siê na niego, ten za¶ a¿ trz±s³ siê ca³y, jakby wszystkie rany otworzy³y mu siê na nowo, i powtarza³: - To mój jasyr! To Tuhaj-bejowicz! Na Boga! to on! A m³ody Lipek podniós³ dumnie g³owê, powiód³ swym ¿biczym wzrokiem po zgromadzeniu i nagle rozerwawszy ¿upan na swej szerokiej piersi rzek³: - Ot, ryby sin± barw± wyk³ute!... O pó³nocy pierwsza tej wiosny burza rozszala³a siê nad ziemi±. Jan Grzegorczyk By³a przy haremie, nie w haremie, bo mia³a dopiero dwana¶cie lat. Mnie chodzi jeszcze o jedn± rzecz: mianowicie, ¿eby wasza dostojno¶æ nie pomy¶la³a sobie tak: „Swoje w³asne desiderata w gêbê mu w³o¿y³em, wmówi³em w niego, ¿e to on z w³asnego rozumu invenit ksiêcia Micha³ow± kandydaturê, krótko mówi±c: ugniot³em kpa w rêku, jakby by³ z wosku...” Wasza dostojno¶æ! Bêdê promowa³ ksiêcia Micha³a dlatego, ¿e mi do serca przypad³ - ot, co!... Koniec podró¿y by³ ju¿ niedaleki, ale tymczasem zapad³a noc pogodna, której przy¶wieca³ miesi±c wielki i z³oty. Pan Zag³oba wszed³ bez chwili wahania siê do izby i choæ ju¿ wiedzia³ o wszystkim, zdumia³ siê powtórnie, widz±c Ketlinga i Krzysiê siedz±cych czo³em w czo³o.

Przyprowadzono drugiego, ten to samo: „Przez tego Chrystusa mi³osiernego pomi³uj!” A ja znów: „Po szyi go!” To samo z trzecim, czwartym, pi±tym; by³o ich czternastu, a ka¿dy miê przez Chrystusa zaklina³... - A ot! - powtórzy³ pan Micha³. Mogê mieæ od niego informacje. - Michale! - spyta³ stolnik, gdy przytomno¶æ g³os mu wróci³a - zali to prawda, co my s³yszym? Na to ma³y rycerz z powag± wielk±: - Bóg cud uczyni³ i to jest moja pociecha, moje kochanie, mój skarb najwiêkszy! Po tych s³owach skoczy³a znów Basia ku niemu jak sarna. Bogaty ojciec biedny ojciec - A Basia co na to? - spyta³ Zag³oba. By³a to stanica chreptiowska, widna jak we dnie, bo na zewn±trz czêstoko³u pali³y siê olbrzymie stosy, na które powrzucano ca³e pnie. - Chwalê i modestiê! Rych³o patrzeæ, jak waæpanu zaczn± i komendy pomniejsze powierzaæ.

Poszli wiêc wszyscy do jadalnej izby, tylko Basi nie by³o. - A waszmo¶æ widzia³e¶ kiedy diabelskie harce? - Widzieæ nie widzia³em, alem s³ysza³, jako diabli pokrzykiwali sobie z uciechy: „u-ha! u-ha!” Spytaj siê Micha³a, bo i on s³ysza³. Nec Hercules!... Wo³odyjowski razem ze swoim listem, razem z zapowiedzi± przyjazdu i z b³amem gronostajów wyda³ jej siê tak p³askim, ¿e prawie wstrêtnym. - Byle prêdzej! I wypili prêdko. Stanis³aw Michalkiewicz Powiedz¿e mi jeszcze, ¿e do mnie urazy nie chowasz... - Spodoba³ ci siê, co? - Daj spokój! statkuj! Moja Basiu, nie powiadaj byle czego, bo w³a¶nie pan Ketling siê przybli¿a.

S³owa Basi by³y jednak¿e dopiero pocz±tkiem tych rozlicznych przytyków, tych znacz±cych spojrzeñ, mrugañ oczyma, potrz±sañ g³ow±, tych wreszcie s³ów obosiecznych, które musia³a przenie¶æ. Tobie nie przyjaciela potrzeba, ale przyjació³ki. - Ale wypocznij wa¶æ teraz, a pó¼niej któregokolwiek dnia pójdziem do pana marsza³ka koronnego o naszego przyjaciela wypytywaæ.Sejm konwokacyjny w kilka dni pó¼niej zosta³ otwarty, na którym, jak przewidywa³ Ketling, powo³ano do laski pana Chrapowickiego, naówczas podkomorzego smoleñskiego, a pó¼niejszego wojewodê witebskiego. To rzek³szy zerkn±³ na Bogus³awa, ale ten uda³, ¿e nie s³yszy, i rozmawia³ pilnie z s±siadem. John Eldredge Chybaby siê bardzo rozg³osi³o, ¿e ja w Chreptiowie zamieszka³em, to go bêd± omijali, bo miê z dawna znaj±. Szelma w nim by³a, ukraiñska dusza!... Krzysiu! Poznaj waæpanna dworskie obyczaje!...

„Tobie, ojczyzno!” - rzek³ w duszy pan Wo³odyjowski dziwi±c siê zarazem, jak hetman móg³ tak bystrze tajne jego my¶li przenikn±æ. - Z czasem, gdyby siê moje najgorêtsze pragnienia spe³niæ mia³y - rzek³ Ketling - mo¿e waæpana o przyjacielskie auxilium poproszê. Mówi±, ¿e z wiosn± wielka wojna z su³tañsk± potencj± nastanie, ale pozwólcie mi jeno, a ja takiego waru miêdzy tatarstwem nagotujê, ¿e sam su³tan rêce poparzy. Jan Grzegorczyk Ty im rozkaz dasz, by siê tu tamt± stron± rzeki a¿ pod Chreptiów posunêli i w gotowo¶ci byli, a ja tu z mymi Lipkami pierwszej lepszej nocy na komendê uderzê i sprawiê im, ot co! Tu Azja przeci±gn±³ palcem po szyi i po chwili doda³: - Kêsim! kêsim! kêsim! Halim wsun±³ g³owê w ramiona i na jego zwierzêcej twarzy zaja¶nia³ z³owrogi u¶miech. - Zaliby siê jej co niemi³ego przygodzi³o? Taka by³a weso³a! - rzek³a zwracaj±c siê do Zag³oby pani Makowiecka. - Bez przestanku o tej mojej g³owie gadaj±. Po prostu: za dzieckom w³asne j± uwa¿a³.

Mo¿e tam ¿yje gdzie jeszcze, mo¿e po ¶mierci Tuhajowej inny j± poj±³ pohaniec, mo¿e Mahometa przyjê³a, mo¿e o bracie zgo³a zapomnia³a, mo¿e jej syn krew moj± kiedy¶ wytoczy... Uczyñ to wa¶æ, je¶li zdo³asz. - Sk±d wiesz? - pyta³a Basia. - Prawda! - odrzek³ stolnik. Spokojno¶æ opu¶ci³a j±. Kupy swawolne kozackie, lu¼ne watahy ordyñskie, rozbójnicy ze stepów i opryszkowie z odajów besarabskich dr¿eli na wspomnienie „Ma³ego Soko³a” - wiêc stada jego koni i owiec, jego bawo³y i wielb³±dy chodzi³y bezpiecznie po stepie. Mówiono te¿ o bia³ogrodzkich Tatarach.

Kiedym to us³ysza³ ów stukot m³ota i dzwonienie kajdanków - mi³y Bo¿e! zdawa³o mi siê, ¿e æwieki w moj± trumnê zabijaj±, chocia¿ i to bym wola³. Dobosz z niej prawdziwy. - Dziêkujê Bogu, ¿e¶ waæpan jowialnego humoru nie utraci³ - rzek³ Ketling - bo weso³o¶æ znak zdrowia. Tam za³atwiwszy szczê¶liwie sprawy, z dobr± otuch± do ojczyzny powraca³. Trzeba pana hetmana zaraz o tym uwiadomiæ. Inny zasiê, eo modo klêskê przyjmie, jakoby¶ go piê¶ci± w kark hukn±³. I czu³a to, co czuje branka, której wi±¿± rêce, a jednak sama siê ona zwi±za³a, bo przecie mog³a powiedzieæ swego czasu Wo³odyjowskiemu, ¿e mu bêdzie siostr±, niczym wiêcej.

Jechali tedy pos³owie do Warszawy kole¶no i konno, z czeladzi± i pacho³kami, jechali senatorowie, a przy ka¿dym dwór wspania³y. Wiêc elekcja zapowiada³a siê potwornie i nikt nie przewidywa³, ¿e wypadnie tylko nêdznie, bo prócz pana Zag³oby ci nawet, którzy pracowali dla „Piasta”, nie mog±c odgadn±æ, o ile im bezmy¶lno¶æ szlachecka i praktyki magnackie pomog±, niewiele mieli nadziei, by mogli przeprowadziæ takiego, jak ksi±¿ê Micha³, kandydata. Sama sagacitas narium tego nie wyt³umaczy, dlatego s³usznie dziwiæ siê mo¿esz. Krzysi na jego widok rozdar³o siê na dwoje serce, wiêc choæ ka¿dy krok stanowczy kosztowa³ j± bardzo wiele, bo z natury by³a nie¶mia³±, jednak pierwsza wyci±gnê³a doñ rêkê i rzek³a: - Niech waæpana Bóg pocieszy i ze¶le mu zapomnienie. - Ile naszej krwi i ³ez za te krainy wyciek³o! - ozwa³ siê pan Muszalski. Oczywista, ¿e taki nie bêdzie ci go zawiera³ z lada chmyzem, tylko te¿ miêdzy najs³awniejszymi murzami poszuka. Ej, Michale! dzi¶ p³aczem, a jutro mo¿e bêdziem na zrêkowinach pili.


||||||||||||||||||||||