herbu Miesiąc Zatajony! Proszę! godny klejnot..

- Ano pojadę - mówił sobie - do tych pól niezmiernych, do stanic i mogił, starego życia na nowo skosztować, z żołnierzami pochody odprawiać, granicy po żurawiemu strzec, z wiosną w trawach buszować, ano pojadę, pojadę! Tymczasem rozpuścił konia i jechał skokiem, bo już zatęsknił za pędem i za świstem wiatru w uszach. Wiedział wreszcie, że kiedyś i tak trzeba będzie chęci Basinej zadośćuczynić, wolał więc zaraz, zwłaszcza że grasanci łuków i samopałów nie mieli zwyczaju używać. Basia przybladła nieco zrazu ze wzruszenia i serce tłukło się w jej piersiach coraz silniej, widząc jednak, że patrzą na nią i nie dojrzawszy na żadnej twarzy najmniejszego niepokoju, opanowała się prędko. Urzekająca - Pan hetman pisał o tatusia do pana miecznika poznańskiego przez pana Piotrowicza - recytowała dalej Zosia - i pan miecznik z panem Piotrowiczem znaleźli tatusia u agi Murzy-beja. Znałem go przecie doskonale, widywałem go i na chańskim dworze, i w polu; jeździłem do jego siehenia mało dwadzieścia razy. Słowa te doszły do księcia, który tylko wargi zagryzł i uśmiechnął się wzgardliwie, ale w duszy pomyślał, że pan Zagłoba ma słuszność. - Oleńka - rzekł wreszcie Kmicic pragnąc myśl żony w inną stronę skierować - zali ty nie myślisz, że ona w raju? - Nie nad nią ja, jeno za nią płaczę i nad pana Michałowym sieroctwem, bo co do jej szczęśliwości wiekuistej, chciałabym mieć dla siebie taką nadzieję zbawienia, jaką mam dla niej. Nie mówiliśmy do siebie nic...

Ułożyliśmy z nią istotnie, żeby rzecz w tajemnicy została, więc to słuszne, że dziewka mogła jeno dla pozoru o habicie mówić... Pan Wołodyjowski posmutniał. Z największej kępy cienkie smugi dymu unosiły się ku niebu. Jak mi Bóg miły, że zaraz idę, a ty się nie strachaj, bo przecie wolno mi powiedzieć, co mi się spodoba. Jacek Pulikowski Ale krótko to trwało. Lecz nie odważyła się Krzysia dokończyć i zakryła twarz zarękawkiem. Widzę trzech ludzi nadjeżdżających, których pewnie pan pułkownik dla pilnowania jej dostojnej osoby przysyła. Widocznie nie mieli jeszcze pewności, czy owa chorągiew na nich idzie i widzi ich już, czy też to jest oddział przeglądający tylko okolicę.

Tak była ożywiona i ładna, że oczy poczęły mu błyszczeć i śmiać się do niej, następnie wyciągnęły się ku niej ręce, ona zaś broniąc się trochę, powtórzyła raz jeszcze: - Azja szaleje za Ewką! - Jak ja za tobą! - odrzekł mały rycerz obejmując ją mocniej. - Mogęż liczyć na instancję? Jam brat pana Michałowy! Jemu się krzywda stanie, gdy ten dom opustoszeje!... - Z tak wysokiego gniazda Jeziorkowska się znowu nie wywodzi, ale jeśli waćpan życzysz posłuchać... - Listy jakowe masz? - pytał go Azja. Mellechowicz począł czytać i nim skończył, spokój wrócił mu na lica. Rzeczpospolita kłamców Basia spojrzała na nią raz i drugi, nagle zarzuciwszy jej ręce na szyję przytuliła swoje różane usta do jej policzka i poczęła mówić prędko: - Krzysiu, bo beknę! Powiedz zaraz, że jeno na wiatr tak mówisz, bo beknę, jak Bóg na niebie, beknę! Po widzeniu się z Zagłobą Ketling był jeszcze u pani Makowieckiej, której oświadczył, że dla pilnych spraw musi pozostać w mieście, a może i wyjechać jeszcze przed główną podróżą na kilka tygodni do Kurlandii, że zatem nie będzie mógł podejmować pani stolnikowej nadal osobiście w swym wiejskim dworku. On sławą swego ojca mógł wzburzyć ałusy, uzbroić jedną połowę Krymu przeciw drugiej połowie, pociągnąć dzikie ordy białogrodzkie i zatrząść całą potęgą chanową, ba, nawet sułtańską! Gdyby hetman chciał korzystać z okazji, to Tuhaj-bejowego syna mógł uważać jako człowieka przez samą Opatrzność zesłanego. Jeszcze jakoweś walne argumentum waćpan przytoczyłeś, ale nie mogę sobie przypomnieć...

Ale mały rycerz począł gładzić po różowej twarzy Baśkę i odrzekł: - O, mucho utrapiona, znają cię! Nie o Mellechowicza ani o ufność ci chodzi, jeno by ci się chciało w step lecieć i bitwy zażyć! Nic z tego... Dziwno mi też było, że go nikt z waszmościów dawniej, przed jego do służby wstąpieniem, nie znał i o nim nie słyszał... - Skąd wiesz? - pytała Basia. Sam pan Sobieski się zdumieje, gdy mu Azjowe myśli przedłożę. Bogaty ojciec biedny ojciec Radeś z gości, co? Pani Makowiecka tu zajechała, bo o gospodę było czasu konwokacji trudno, ale teraz już łatwiej i pewnie się wyniesie, bo z pannami w kawalerskim domu mieszkać nie wypada, żeby ludzie krzywo nie patrzyli i żeby jakowego gadania nie było... Inny byłby naprzód z oracją się popisał, a potem do konfidencji przystąpił, ja zaś od konfidencji zacząłem... - Mellechowicz dobry żołnierz! - rzekła Basia. Najstarsi ludzie mówią, że przeciw sercu i hetmański rozkaz na nic.

- Chodź waść do celi - odrzekł z pośpiechem mały rycerz. Ciągle o tym jeno myślałem, jako by go schwytać. - Coś ty taki z nóg ścięty? - Właśnie dlatego, że wyjeżdżam. Bogaty ojciec biedny ojciec Każden ma inną naturę. Wracałem do kraju włosy rwąc. Wino tymczasem podniosło fantazję w panu Zagłobie; począł bardzo tęgo rozmyślać o Basi, o Krzysi, o Wołodyjowskim i o Ketlingu; począł łączyć ich w pary, błogosławić, wreszcie zatęsknił do dziewczyn i rzekł sobie: - Ano, pójdę zobaczyć te kozy... Ogień mię pali, w nocy sen ode mnie ucieka... Siła mam do mówienia.

- Cham chamem! - rzekł nagle budząc się pan Zagłoba. Dalibóg, nie umiem!... Dopieroż kiedyś okrutnie nam było źle i ciężko, a mówili w dzień, że nazajutrz spotkamy się z wenecjańską flotą. Nikt się nie ozwał, więc pan Zagłoba potoczył osowiałym okiem naokoło, wreszcie zwrócił się do Basi : - A ty, chrząszczu, pojedziesz z nami? - Pojadę choćby na Ruś! - odrzekła szorstko Basia. Owóż słuchajcie: mam wiadomość z Kamieńca, że za dwie niedziele najdalej przyjedzie tu Piotrowicz z licznym pocztem. A jego serce przepełniła wnet miłość, niepokój i zachwycenie na widok tej twarzy delikatnej a mieniącej się jak cudowny obraz; na widok tej postaci wysmukłej a lubej, od której biło jeszcze ciepło niedawnego snu; wzruszyło go nawet jej pomieszanie i owa bojaźń malująca się w obliczu. Pogoda na jutro, wyiskrzyło się, a widno jak w dzień. Jestem Antoniowa Boska; nie po to ja tu przyjechałam, żeby służb od waszej mości wymagać, jeno żeby go o pomoc i ratunek w nieszczęściu moim na kolanach prosić.

- Że to jednak przez tyle lat do domu nie zajrzał?... - To chodź do mnie albo tu każę gąsiorek przynieść. Basia jednak ciążyła mu na rękach, więc przycisnął ją z całej mocy do piersi, potem zbladłymi wargami począł całować raz po raz jej oczy, potem przywarł ustami do jej ust, jakby duszę z niej wypić pragnął, wreszcie świat cały zakręcił się z nim szalonym wirem, zatajona na dnie piersi, jak smok w jaskini, namiętność porwała go jak burza. Komnatkę twoją kazałem kilimkami obić i zacnie się prezentuje. Teraz nie tylko trzeba do Michała jechać, ale przy nim zostać, nie tylko z nim płakać, ale perswadować; nie tylko mu Ukrzyżowanego jako przykład pokazywać, ale uciesznymi krotochwilami myśl i serce rozweselić. - Pana Motowidły? - spytał Wołodyjowski, gdy semen osadził konia tuż przy nim. - Z tego małżeństwa, widzisz waćpan, rodzi się Basia. Widząc to pan Zagłoba rzekł: - Uczyńże jej raz tę satysfakcję, to i ja stary z wami poczłapię.

- Wujku! - rzekła - Krzysia trochę niezdrowa i nie przyjdzie, ale prosi, aby wujko choć pode drzwi podszedł, żeby go mogła powitać. Posadziwszy Krzysię na sofie, sam siadł przy niej i począł głaskać ją dłonią po włosach, jakoby głaskał małe dziecko. Ale gdzie? Łatwiej było zamierzyć niż dokonać: w całej wsi nie zostało ani jednego budynku, ani jednego drzewa, nawet hryćkowe grusze na miedzach samotnie stojące były pościnane. Piotrowicz będzie wkrótce jechał. Pisałem przez Piotrowicza do pana Złotnickiego, naszego rezydenta w Krymie, aby tam Boskiego wszędy szukali. Tu pan Zagłoba przerwał milczenie i zwróciwszy się do Basi rzekł: - Jeśli was Turczyni pojmają, to czy chcesz, czy nie chcesz, twój los będzie zgoła inszy jak Michałowy. - Zbyt ostro jednak tej kandydatury stawiać od razu nie należy. Koni siła padło, effendi, bo jesienią było skąpo traw w stepach...


||||||||||||||||||||||