Październik dobiegał do połowy dni swoich, więc wiele ptactwa, zwłaszcza co czulszego na chłody, poczęło już z Rzeczypospolitej ku Czarnemu Morzu wędrować: na niebie widać było i klucze żurawiane z donośnym okrzykiem lecące i gęsi, i stada cyranek
Wszelako dla Michała i dla hajduczka i to na sobie przeniosę, bo oboje czyste złoto. Ketling milczał i milczał tak długo, że aż w końcu Zagłoba spytał: - Cóż ty na to? hę? A ów odrzekł zmienionym głosem, ale z mocą: - Możesz waćpan być pewien, że nie pofolguję sercu na Michałową szkodę. Kmicicowie zostali we Wodoktach nie spodziewając się rychłej od Wołodyjowskiego wiadomości i zupełnie nowym gościem, który się do Wodoktów obiecywał, zajęci. Urzekająca Wówczas Zagłoba chwycił ją za rękę i począł pośpiesznie całować powtarzając: - Czołem biję, czołem! Następnie pomógł jej zsiąść z karabonu i prowadził z wielką atencją oraz z szurganiem nogami do sieni. Zagłoba był zachwycony. - Dla Boga! Już też waćpanna do serca nie bierz! Toć ja przecie nie żaden barbarus. - Jeśli po elekcji będzie wojna, to i Skrzetuski ruszy. Niepodobna, aby który o takim rycerzu nie słyszał.
Czym ci byłem? Niczym! A dlatego zaraz się do tego zabrałaś mając w sercu miłosierdzie nad nieszczęśnikiem. - To nie abominacja, jeno mam do zakonu wolę - odrzekła Krzysia. Pan Zagłoba grubianinem nie był i nie odmawiał wiedząc, że znajomość z nim każdemu miłą będzie. Nie zmógł mnie, ale i ja przecie nie mogłem mu dać rady. Waldemar Łysiak herbu Miesiąc Zatajony! Proszę! godny klejnot... Lecz pan Zagłoba pływał w tym morzu jak ryba. Słońce nie prażyło już za mocno, ale rzucało jeszcze obfite złote blaski. Ale jeśli mi przyjdzie bez niej do Raszkowa jechać, niechże ją jejmość pani na sznurku każe przywiązać, inaczej bryknąć gotowa.
Straszna jest potencja turecka i żadnemu z potentatów tak wielu królów, jako sułtanowi, nie podlega. Na koniec, nie tylko nie straciła przytomności, ale zuchowata natura ozwała się w niej z całą siłą i krew rycerska zagrała na nowo w jej żyłach. Ha! dobrze, żeście mnie waćpanowie postrzegli, bo mogłabym tu długo poleżeć. Stary wojownik utkwił wzrok w płonące kłody i po długim milczeniu tak skończył: - Był Nalewajko i Łoboda, była chmielnicczyzna, a teraz jest Dorosz; ziemia z krwi nie osycha, kłócim się i bijem, a przecie Bóg posiał w serca nasze jakoweś semina miłości, jeno że one jakoby w płonnej glebie leżą i dopiero gdy je łzy a krew podleje, dopiero pod uciskiem i pod kańczugiem pogańskim, dopiero w tatarskiej niewoli niespodziane wydają frukta. - Nie zdrajca? - odparł Zagłoba - zdrajca, jeno cnotliwy zdrajca, bo nie nas, ale ordę zdradza... Talleyrand Niech nigdy wyraźniej nie pisuje... - Niepodobna już tu wytrzymać. Gdy Wołodyjowski podniósł je znowu, na twarz Krzysi padały ostatnie blaski słońca, a była w nich śliczna.
- No, trzymaj waćpanna szablę, bo wytrącę! - Zobaczymy! - A ot! I szabelka, wyfrunąwszy jako ptak z rąk Basi, upadła z brzękiem aż koło pieca. Zresztą pan Snitko był to żołnierz dobroduszny, wesół, a służbista wielki, bo mu wiek życia w szeregach upłynął. Odtąd się już osobno nie będziem widzieli, jeno przy ludziach. Buszowali oni to po polskiej, to po wołoskiej stronie, przechodząc raz w raz graniczną rzekę, w miarę jak przyciskali ich perkułabowie lub komendanci Rzeczypospolitej. Janusz Korwin-Mikke Ale jakież czekało ją rozczarowanie! Oto pan Michał zerwał się i wyszedł z nim razem. Wołodyjowskiego otaczała przecie sława pierwszego żołnierza Rzeczypospolitej. Nie miałem żony, dzieci, więc miłowałem oną dziewczynę jak źrenicę oka. - Dziękuję waszmościom - ozwała się Basia - wiem, że to nie dla mnie...
Pan Zagłoba znalazł jednak osobny transparent dla siebie przeznaczony i z niemałym zadowoleniem przeczytał na nim: Niech nam żyje wielmożny Onufry Zagłoba, Wszystkiego kawalerstwa największa ozdoba! Wołodyjowski rozochocił się bardzo i oficerów tudzież towarzystwo zaprosił na wieczerzę do siebie, a dla żołnierzy rozkazał wytoczyć jedną i drugą beczułkę palanki. Dowiedziawszy się ja o owym synaczku, pomyślałem, że Bóg ukazuje mi ostatni sposób ratunku dla Halszki, i zaraz postanowiłem małego Azję porwać, a potem za moją dziewczyninę go wymienić. Teraz stało się dla nich jasnym, że wszystkie chorągwie wiedzą o nich i jadą na nich. Waldemar Łysiak I jako pracowity sadownik idąc wśród drzew raz w raz odetnie lub pokruszy suchą gałęź, tak on raz w raz strącał ludzi na skrwawioną ziemię, walcząc z taką flegmą i spokojem, jak gdyby o czym innym myślał. Niech jeno hetmanem zostanę; poigram z nimi. Ale pan hetman Sobieski rozochocił się i mówił dalej: - Mistrz z was, panie bracie, mistrz prawdziwy. Przy czym od ruchu nozdrzy wąsy jego poczęły drgać, a spod tych wąsów przebłyskiwały białe kły, zupełnie jak u rozwścieczonego zwierza. - Pani podkomorzyna lwowska, jego chrzestna matka, ma tu jutro przyjechać ze mną się rozmówić, zaś pan Nowowiejski prosił mnie, by mógł choć z daleka Basię wyrozumieć, bo sam pojmuje, że jeśli Basia nie jest mu przyjacielem, to próżne będą fatygi i zachody.
Świtaniem, gdy burza uspokoiła się nieco, pan Zagłoba ruszył po raz drugi do miasta. Ale gdyby mu stary Ewkę oddał, może by przepomniawszy dawnych uraz poczęli się wzajem miłować jako teść z zięciem. Była obfitość zwierza i grzybów w lasach, ryb w wodach, jakby ta niezwyczajna płodność ziemi udzieliła się wszystkim istotom na niej zamieszkałym. Pan Nowowiejski zaś chwycił ją w tej samej chwili za ręce i począł je całować. Boże cię błogosław w tych zamiarach... Tu spojrzał na panią Andrzejową, ona zaś domyśliwszy się, że przy niej nie chce mówić, rzekła do męża: - Przyślę waszmościom miodu, a teraz ich samych zostawuję... Szanuj pamięć onej słodkiej nieboszczki, Michale! Toś dla niej był dobry? a dla innych jesteś za tani? za stary? - Daj waćpan spokój! daj waćpan spokój! - odezwał się bolesnym głosem Wołodyjowski. Wyprostowawszy się poruszyła nozdrzami i rzekła: - Aha! śmiejecie się waćpaństwo z mojej konfuzji.
Trupy ludzkie i końskie leżały miejscami w kupach, miejscami pojedynczo. Siana i jęczmienie kazali już tam Bułgarom zwozić. A Basia potrząsnęła płową czupryną: - Nie mnie głowa, ale tym paniom serca z żalu gorą! - Nikt się twojej poczciwej intencji nie przeciwi - rzekł Wołodyjowski - trzeba tylko naprzód szczegółowie relacji pani Boskiej wysłuchać. Rozczulił się na ten widok pan Michał nad własnym losem; wstrzymywał się dotąd, jak mógł, ale w tej chwili pękły tamy żalu i łzy potokiem popłynęły mu z oczu. Skonfundowany w ten sposób pan Snitko otworzył szeroko oczy i usta i tak zdumiał, że słowa przez czas jakiś przemówić nie mógł. Powiedz mi waćpan szczerze, zali niepodobieństwa istniały dla cię kiedykolwiek? - Nigdy! - odrzekł z przekonaniem Zagłoba. Kiedy Mellechowicz wróci, bo od niego siła zależy? - Ma on tam tylko resztę grasantów wyciąć, a później ciała pogrześć. Wspomnienia ocknęły się ze snu.
Nagle spojrzał bliżej, ręce roztworzył i zakrzyknął: - Panie Michale! panie Michale! Brat Jerzy dał się porwać w objęcia, coś na kształt łkania wstrząsnęło mu piersi, ale oczy jego pozostały suche. Dla Boga! panna Krzysia tu jest! Przepraszam waćpannę, ale niech temu oczy wylezą, kto wam gładkości zaprzeczy, a na waćpaninej już się ten kawaler poznać musiał. Nastała chwila ciszy, jeno zimny wiatr północny poświstywał między bierwionami, a w izbie ogień syczał i świerszcze grały. I mimo iż Ketling wstrzymywał jeszcze, pan Zagłoba wstał i poszedł. Posępna, acz urodziwa twarz młodego Tatara nie rozchmurzyła się zupełnie, widać jednak było, że wdzięczny jest za dobre przyjęcie i za to, że mu nie kazano zostać w czeladnej. Dziwniejszym nawet mogłoby się zdawać, gdyby miało być inaczej. - Wielki Boże! - mówił - niezbadane Twoje wyroki i jeśli tego zdrajcy piorunem w kark nie trzaśniesz, to masz w tym jakoweś ukryte intencje, których się rozumem dochodzić nie godzi, choć po ludzku rzeczy biorąc, należałaby się takiemu skurczybykowi dobra chłosta. Zresztą, jeśli i będą się ludzie dziwić a naśmiewać, że parę niedziel temu mnichem z żałości chciał zostać, a teraz już się drugiej z afektem oświadczył, to wstyd będzie tylko po jego stronie, gdy w przeciwnym razie musiałaby się niewinna Krzysia i wstydem, i winą z nim dzielić.