- Stary, nie m³ody

S³ysz, panie Bogusz, wy my¶leli, ¿e ja ma³y cz³ek, a ja nie taki ma³y, jako siê Nowowiejskiemu, tutejszemu komendantowi, oficyjerom i wam, panie Bogusz, wyda³o! Ot, ja nad tym dzieñ i noc my¶la³, a¿ wychud³, a¿ mi twarz wpad³a - patrz waszmo¶æ! - i sczernia³a. Przyznajê, ¿e mi za w±sami têskno, ale je¶li ich, nie doczekam, to dlatego, ¿e dla ojczyzny polegnê, a w takim razie mam nadziejê, ¿e prêdzej na p³acz ni¿ na u¶miech u waæpanny zarobiê. Przyprowadzono drugiego, ten to samo: „Przez tego Chrystusa mi³osiernego pomi³uj!” A ja znów: „Po szyi go!” To samo z trzecim, czwartym, pi±tym; by³o ich czternastu, a ka¿dy miê przez Chrystusa zaklina³... ¶wiadkowie jehowy - I wiecznie z nim byæ! - dodawa³ ¿al A zgryzota: - Twoja wina! A ¿al: - Krzysiu, p³acz! Wiêc znów zgryzota: - Tym winy nie zma¿esz! Wiêc znów ¿al: - Uczyñ, co chcesz, a pociesz go. Bo¿e ciê pociesz, bracie kochany! drogi! z³oty! M±¿ sam na elekcjê ma tu przyjechaæ, wiêc mi powiedzia³ tak: „We¼ panny i jed¼ wcze¶niej. By³ jednak na tyle sprawiedliwym, ¿e sam ca³± winê bra³ na siebie, a na Krzysiê jej nie sk³ada³. Ucieszy³ siê pan Zag³oba na ten widok i rzek³: - 0! to¿ waæpan móg³by¶ tu i dwadzie¶cia osób pomie¶ciæ.

Kiedy Mellechowicz wróci, bo od niego si³a zale¿y? - Ma on tam tylko resztê grasantów wyci±æ, a pó¼niej cia³a pogrze¶æ. I ruchliwe jej nozdrza poruszy³y siê kilkakrotnie. - Za dwie niedziele najd³u¿ej. Intencja to nie ¶lub! Tu nadszed³ pan Makowiecki, któremu ¿ona powiedzia³a zaraz wszystko. choroby - Muc to zwyczajny, nic wiêcej jak muc! - rzek³ pan Nowowiejski. Teraz pan Sobieski kozactwu i tatarstwu znów te strony wydar³ jako psu z gard³a... Wo³odyjowskiego zasta³a w kancelarii, zajêtego regestrami chor±gwi stoj±cych w chreptiowskiej fortalicj;.

Nie zmóg³ mnie, ale i ja przecie nie mog³em mu daæ rady. wojennego nam pana potrzeba! Wszystkim to powtarzaj!... - Wola³bym na armaty z kociub± i¶æ! - przerwa³ Kmicic. Przeszli i siedli, ale nim zdo³a³ ktokolwiek pierwsze s³owo przemówiæ, za oknem poczê³y siê odzywaæ psy. „Kêdy¿ zap³yniesz, sko³atana ojczyzny nawo?” - powtarza³ coraz czê¶ciej ksi±dz Olszowski, ale on sam prywatê mia³ w sercu; o sobie i potêdze domów w³asnych my¶la³o tylko zepsute, z ma³ymi wyj±tkami, do szpiku ko¶ci mo¿now³adztwo, gotowe w ka¿dej chwili wznieciæ wichurê wojny domowej. Urzekaj±ca Wenecjanie rozegnali nasz± flotê na cztery wiatry. - To¿ ja ci±gn±c do Warszawy napotka³em go w drodze równie¿ tu jad±cego i przyzna³ mi siê, ¿e obrzydziwszy ten ¶wiat i jego vanitates, na Mons regius siê wybiera, aby w modlitwie i rozmy¶laniach stroskanego ¿ywota dokoñczyæ.

Ketling spodziewa³ siê, ¿e w drodze otrzyma od niej jakow±¶ odpowied¼, i patrzy³ w jej oczy, ale na pró¿no. Wiedzia³ o tej swojej mocy i pan Zag³oba, bo gdy z pocz±tku pogró¿ki zaczê³y lataæ, ozwa³ siê raz na wielkim zgromadzeniu szlacheckim : - Nie wiem, je¶liby to komu by³o bezpieczno, gdyby tu jeden w³os mia³ mi spa¶æ z g³owy. - Mam¿e suponowaæ - spyta³ Zag³oba - ¿e wasza dostojno¶æ tak¿e o ksiêciu Michale zamy¶la³? Ksi±dz podkanclerzy wydoby³ zza rêkawa ma³± ksi±¿eczkê, na której czernia³ grubymi literami wybity tytu³ Censura candidatorum, i rzek³: - Czytaj waszmo¶æ, niech to pismo za mnie odpowie! To rzek³szy ksi±dz podkanclerzy pocz±³ siê zbieraæ, lecz pan Zag³oba zatrzyma³ go i rzek³: - Pozwolisz wasza dostojno¶æ, ¿e ja jeszcze co¶ odpowiem. Ty im rozkaz dasz, by siê tu tamt± stron± rzeki a¿ pod Chreptiów posunêli i w gotowo¶ci byli, a ja tu z mymi Lipkami pierwszej lepszej nocy na komendê uderzê i sprawiê im, ot co! Tu Azja przeci±gn±³ palcem po szyi i po chwili doda³: - Kêsim! kêsim! kêsim! Halim wsun±³ g³owê w ramiona i na jego zwierzêcej twarzy zaja¶nia³ z³owrogi u¶miech. satanizm To pewna, ¿e i z owymi rotmistrzami trzeba pilno koñczyæ. - Dufam, ¿e przecie Chreptiów, do którego wreszcie nie tak daleko, nie bêdzie ostatni± stanic± od Dzikich Pól. - Nie o mnie tu chodzi, jeno o Wo³odyjowskiego - odpar³ Char³amp - i przyznam siê waæpañstwu, ¿e siê wielce o niego obawiam, aby umys³ mu siê nie pomiesza³...

Im za¶ kto s³awniejszy, jako na przyk³ad Micha³, ja albo pan Ruszczyc teraz w Raszkowie komendê maj±cy, tym bardziej jego pobratymstwo po¿±dane. - Wierzê. - Pan Nowowiejski prêdzej, pó¼niej rotmistrzem zostanie - wtr±ci³ ma³y rycerz. wrzody Cofaj±c wiêc z wolna konia, wkrótce znalaz³a siê za ko³em walcz±cych, za¶ pan Micha³ i pan Motowid³o, uwolnieni od pilnowania, mogli wreszcie daæ zupe³n± swej ochocie ¿o³nierskiej folgê. Zaprawdê, co inszego jest karciæ i karaæ, tak jako ojciec syna karze, tak jako starszy brat m³odszego karci, a co inszego m¶ciæ siê, s±du nie dawaæ, miary w karaniu i okrucieñstwie nie znaæ. Powiedz to sobie jasno i klimkiem w oczy nie rzucaj. Zawziêto¶æ przeciw sobie samemu ros³a w nim z ka¿d± chwil±.

Atoli do¶æ mi tego i teraz pierwszy przyje¿d¿am, gdy¿ on, na s³u¿bie bêd±c, nie mo¿e. Spogl±dali na ni± wszyscy nie rozumiej±c, czy oszala³a, czy te¿ prawdê mówi; nastêpnie zaczêli spogl±daæ na siebie, a wtem we drzwiach ukaza³ siê za Basi± Wo³odyjowski. Chcia³a, by³o, zaraz na drugi dzieñ szukaæ sobie innej gospody w samym mie¶cie, ale na nic siê nie przyda³ jej opór. - Obaczym! - rzek³a z oburzeniem Basia. To Tatarczuk. Wola boska, ¿e siê pokochali, ale ¿e nie zdradzili, to ich poczciwo¶æ... - Widzê, ¿e rozum w waæpannie g³adko¶ci wyrównywa.

- Dla Boga! ledwo ju¿ stojê! - zakrzyknê³a Basia. Na g³owie mia³a kapturek at³asowy, a bia³y puszek ³abêdzi otacza³ jej drobn±, bladaw± twarz, na któr± pada³ blask miesi±ca i roz¶wieca³ ³agodnie te szlachetne brwi, oczy spuszczone, d³ugie rzêsy i ów ciemny, ledwie dostrzegalny puszek nad ustami. Ach! poczekaj! niech pierwej do niebios trafiê, niech na tê ziemiê patrzeæ przestanê... Poczê³a wreszcie ¶ci±gaæ i szlachta tak rojnie, tak t³umno, ¿e gdyby podobnie u zagro¿onych granic Rzeczypospolitej stawa³a, nigdy by ich noga nieprzyjacielska nie mog³a przekroczyæ. - Ha! mówi³em ci: ustal siê, o¿eñ, nie chcia³e¶ s³uchaæ. By³a to g³owa niezrównana, w której szlachetno¶æ ³±czy³a siê z mêstwem; g³owa zarazem anielska i rycerska. - Kamedu³± zosta³, jak mi Bóg mi³y! - zakrzykn±³ w najwiêkszej desperacji.

Rozesz³a siê wie¶æ od Lipków i Czeremisów, ale nikt prawdy dobrze nie wie. - Wielki Bo¿e! - mówi³ - niezbadane Twoje wyroki i je¶li tego zdrajcy piorunem w kark nie trza¶niesz, to masz w tym jakowe¶ ukryte intencje, których siê rozumem dochodziæ nie godzi, choæ po ludzku rzeczy bior±c, nale¿a³aby siê takiemu skurczybykowi dobra ch³osta. Twarz Zag³oby obla³a siê takim zachwytem, ¿e a¿ oko na chwilê przymru¿y³, za czym zerwa³ siê, poskoczy³ do dziewczyny i nim siê opatrzy³a, poca³owa³ j± w czo³o. Byli ci±gle ze sob±: klêkali obok siebie w ko¶cio³ach, g³osy ich miesza³y siê w modlitwie i ¶piewach pobo¿nych. Mówiono te¿ o bia³ogrodzkich Tatarach. Wreszcie sam on ich poszuka. Ale zdawa³o siê zacnej „ciotuli” rzecz± i naturaln±, i przystojn±, ¿e kawaler wys³uguje siê panience, zw³aszcza ¿e to by³ kawaler prawdziwie ¶wietny, którego na ka¿dym kroku spotyka³y oznaki szacunku i przyja¼ni nie tylko od ni¿szych, ale od wy¿szych, tak wszystkich umia³ sobie zjednaæ swoj± istotnie cudn± urod±, obyczajami, powag±, hojno¶ci±, s³odycz± w czasie pokoju, mêstwem w czasie wojny.


||||||||||||||||||||||