- A widzę już: od samych wzdychań odliga będzie! Nic! tylko od wzdychań!..

Napijże się, Michale, abyś miał siłę wszystko przenieść, boś zmizerowany bardzo. Poczuwając ja się tedy do krwi tak zacnej, z wielką abominacją patrzyłem na owego Dydiuka. W sercu jej wzbierała coraz większa przeciw małemu rycerzowi zawziętość. wrzody - Chciałżebyś waść jeszcze w pole wyruszyć? - Zali myślisz, że nie zechcę sławną śmiercią sławnego żywota zapieczętować po tylu latach służby? A co mi się godniejszego zdarzyć może? Znałeś pana Dziewiątkiewicza? Ten, prawda, że nie wyglądał więcej jak na sto czterdzieści lat, ale miał sto czterdzieści dwa i jeszcze służył. Jednakże nie było to tak ławym, bo nie chciał pan Michał wszystkim o tym oznajmiać, jeno z Krzysią naprzód pomówić, a potem postąpić, jak wypadnie. Twoja wina! twoja wielka wina! Nie ma już rady, nie ma już dla cię ratunku, jeno wstyd a ból, a płakanie... Dziwna rzecz, wczoraj radował mnie ten widok, dziś zgroza mię chwyciła, zwłaszcza na widok głowy jednego pacholęcia lat może siedmnastu, które nad miarę było piękne.

- Ostawcie mnie w spokoju!... Co winien? - nic. Pierwsza pani Makowiecka odzyskała mowę i poczęła wykrzykiwać cienkim i dość piskliwym głosem: - Ile lat! ile lat! Boże cię wspomóż, bracie najukochańszy! Jak tylko przyszła wieść o twoim nieszczęściu, zaraz zerwałam się jechać. Tu zwrócił się do pani Boskiej: - Prędka, jako waćpani widzisz, u mojej żony rezolucja. Urzekająca Mówiąc do niej schylał głowę i zasuwał za siebie jedną nogę, jakby na znak, że przyklęknąć w każdej chwili gotów; mówił zaś z powagą, nigdy żartobliwie, chociaż na przykład z Baśką rad żartował. Tam panna Drohojowska, ujrzawszy wiszącą na ścianie lutnię, zdjęła ją i poczęła w struny brzękać. Niech sobie radzą beze mnie.

Mógł ją wprawdzie wyprowadzić po prostu za dom na przechadzkę, bo pogoda była cudna, i dawniej byłby to bez żadnego skrupułu uczynił; ale teraz nie śmiał, bo mu się zdało, że wszyscy zaraz domyślą się, o co mu chodzi - wszyscy deklarację odgadną. - Dziękuję z serca - rzekł pan Michał całując jej rękę - bo mi okrutnie pociechy potrzeba. Towarzystwo spod chorągwi pana generała podolskiego i pana podkomorzego przemyskiego, Kozacy Motowidły, Lipkowie i Czeremisi pomieszali się ze sobą. Krzysi nic było do żałoby pana Michała i gdy jej o niej za dużo mówił, nie tylko to nie budziło w pannie współczucia, ale drażniło jej miłość własną. Jakoż wynik miał wkrótce nastąpić. leki homeopatyczne Pan Motowidło i Mellechowicz będą od północka gotowi. Ma rację ta mucha! Jeśli się tamci pobiją, krew Ketlingowa spadnie na mnie.

Z początku, bywało, myślałem sobie: sen mara! Ale przecie tkwił on mi w pamięci i jakoby jestestwo całe coraz bardziej ogarniał. Baśce czupryna spadła całkiem na oczy, więc nie było można poznać, co myśli, ale siedziała także cicho. Raz w Taraszczy na rynku strzelił do mnie, o włos nie zabił, ja zasię rozszczepiłem mu głowę obuszkiem. - Powiedz Kryczyńskiemu, że mądry, bo w piśmie nie było nic, co by mnie mogło zgubić. zdrowie Wówczas on schwycił jej ręce i począł całować z wdzięczności i rozrzewnienia. - Michale, jeśli mnie kochasz, uczyń to dla mnie i pocałuj psa w nos, razem ze swoim „memento”. - Nie czyń tego waść, na miłosierdzie boże.

Wreszcie wstał, zbliżył się ku oknu i wpatrzył się w miesiąc, płynący jak samotny korab po niezmiernych niebieskich samotniach. To rzekłszy znikła za drzwiami, a mały rycerz, który już był powitał pana Bogusza i pana Nowowiejskiego, przysunął się do pani Boskiej. Lipkom przewodził setnik Azja Mellechowicz, który się z Tatarów litewskich wyprowadzał, człek bardzo młody, bo ledwie dwadzieścia kilka lat wieku liczący. Dzikie serce Niepodobna, aby który o takim rycerzu nie słyszał. - Krzysiu - rzekł wreszcie, wstając, rycerz - we łzach twoich szczęśliwość moja utonąć może, a ja cię nie o to, jeno o ratunek proszę! - Nie pytaj mnie waćpan o racje! - odrzekła łkając Krzysia - nie pytaj o przyczyny, bo to już tak być musi i inaczej być nie może. - Słyszałem między posłami litewskimi - odrzekł Ketling -że ponieważ teraz na Litwę kolej przypada, chcą koniecznie pana Chrapowickiego marszałkiem sejmu postanowić. Dziwno było z największym nieprzyjacielem za jedno wiosło imać, z jednej misy ochłapy jeść, których by psi u nas jeść nie chcieli, jedno tyraństwo znosić, jednym powietrzem dychać, razem cierpieć, razem płakać...

W mig wracam, a Michał będzie przez ten czas służył waćpani. - Wujku! - rzekła - Krzysia trochę niezdrowa i nie przyjdzie, ale prosi, aby wujko choć pode drzwi podszedł, żeby go mogła powitać. I wysunąwszy wargę zmarszczył brwi. - Śniło mi się, że nowy elekt stanął, ale to był Piast. - A mego nie wypijesz? - pytał żałosnym głosem Zagłoba. niż wujka... Brał go żal i wstyd niezmierny, i pogarda dla samego siebie.

Pani stolnikowa i Krzysia spały już, czuwała tylko służba, czekano bowiem na Basię i na pana Zagłobę z wieczerzą. Po prostu: za dzieckom własne ją uważał. - To samo Poturzyński, Tworowski i Adurowicz - dodał pan Snitko. Basi aż dziw, że to tak łatwo. Ewie krew biła na twarz na wspomnienie tego snu, bo jej się zdało, że każdy go z jej oczu odgadnie. - A tyś o to nie krzywa? - Ketling kukła! grzeczny kawaler, ale kukła! Stłukłam sobie oto kolano o dyszel i cała rzecz! Tu Basia schyliwszy się poczęła sobie rozcierać kolano, patrząc jednocześnie na pana Zagłobę, a on rzekł: - Dla Boga! bądźże ostrożna! Gdzie teraz lecisz? - Do Krzysi. - Hm! Piękna godność! - Ten był żonaty pierwszy raz z Dorohostaj...

- Uważałem to, jak mi Bóg miły! - przerwał rozpromieniony Ketling. Owóż ona jest krewna: i Potockich, i Jazłowieckich, i Łaszczów. Nie wiem, co się zdarzy, jako się ułoży... - Ten sławny pan Zagłoba? - spytała nagle panna Jeziorkowska. Nie, żebym o tamtej kochanej niebodze zapomniał, co dzień się za nią modlę! Ale i do tej tak serce przywarło jako huba do drzewa. Zdrowi są obaj i niedługo się tu obiecują. Prócz tego wiadomo waćpaństwu, że pan Ruszczyc, komendant raszkowski, ma rodzonych w ordzie, którzy dziećmi ogarnięci, całkiem potatarzeli i do dostojeństw doszli.


||||||||||||||||||||||