- P³ocha jest, bo m³oda, ale to z³ote serce! A ona, jakby na potwierdzenie s³ów pana Zag³oby, szepnê³a zaraz po cichu: - Przepraszam waæpana..

- Lej, ch³opcze! Za zdrowie Skrzetuskiego! Spieszmy siê! Wychylili znów duszkiem, bo istotnie pilno by³o jechaæ. - Zali nie pierwsza pamiêæ dziada? - I mego dobrodzieja... - Jakoby j± kto z nóg ¶ci±³! - Dobranoc waæpanu! - powtórzy³ Wo³odyjowski i wszed³ prêdko do swojej izby. ksi±¿ki chrze¶cijañskie Na to Zag³oba: - Bogdaj siê by³ Micha³ w tobie zakocha³, nie by³oby tego wszystkiego... Fantazja kawalerska ci±gnê³a mnie na Sicz, ale nie tam ju¿ by³o po nas; jednak¿e w Dzikie Pola w kompanii niespokojnych duchów chodzi³em i rozkoszy zazna³em. Widaæ nie spieszyli siê zbytnio, chc±c daæ czas innym chor±gwiom. Siostra wynosi³a pod niebo jego zacno¶æ; okrywa³ go urok nieszczê¶cia, i w dodatku panienka, ¿yj±c z nim pod jednym dachem, przyzwyczai³a siê do jego urody. - Panie Michale - rzek³ przy obiedzie Zag³oba - ty odje¿d¿asz, a tymczasem Ketling powróci, a g³adysz to nad g³adysze! Nie wiem, jak tam panni±tka dadz± sobie rady, ale tak my¶lê, ¿e po przyje¼dzie zastaniesz je obie rozamorowane.

A tam pan Micha³ ratunku mo¿e potrzebuje... - Wyt³umaczcie mi raz, co to jest one pobratymstwo! - rzek³a Basia. Oto byli siebie blisko, by³o im przy sobie dobrze i Krzysia, oddawszy siê ca³± dusz± tej wdziêcznej obecno¶ci, nie chcia³a my¶leæ o tym, ¿e ona skoñczy siê kiedykolwiek i ¿e do rozproszenia u³udy potrzeba tylko jednego s³owa Ketlinga: „Kocham!” S³owo to zosta³o wkrótce wymówione. „Tobie, ojczyzno!” - rzek³ w duszy pan Wo³odyjowski dziwi±c siê zarazem, jak hetman móg³ tak bystrze tajne jego my¶li przenikn±æ. Talleyrand Boczne okienka roz¶wieca³y raz w raz ich postaci, po czym znowu pogr±¿ali siê w mroku. - Zbyt ostro jednak tej kandydatury stawiaæ od razu nie nale¿y. - A ty, Halim, s³ysza³ o Chmielnickim? - S³ysza³em i s³u¿y³em u Tuhaj-beja, który z Chmielnickim wojn± na Lachów chodzi³, zamki burzy³, dobro bra³... - Przyjdzie, nie bój siê! O¿enim ciê! wiem to z w³asnej eksperiencji, ¿e zbytnia sta³o¶æ w amorach tylko zgryzot przyczynia.

Wypytywa³ wiêc pan Makowiecki o ¿onê, a Wo³odyjowski raz jeszcze o zdrowie panny Krzysi; za czym zdumia³ siê nad Ketlingowym bliskim wyjazdem, ale nie mia³ czasu nad nim siê zastanawiaæ, bo zaraz musia³ opowiadaæ, co tam w kresowej stanicy porabia³, jako ordziñskich grasantów podchodzi³, jak mu by³o têskno, ale zdrowo starego ¿ycia zakosztowaæ. Jest list od Micha³a do waæpana, a do mnie tylko podskryptum w mê¿owskim. Tymczasem turkot rozleg³ siê tu¿ pod oknami, a potem usta³ nagle. - Tak¿e to Azba zniesion? - spyta³ pan Nowowiejski. Mi³ujê ciê wiêcej ni¿ zdrowie, mi³ujê ciê nad wszelkie dobro ziemskie, mi³ujê ciê dusz±, mi³ujê ciê sercem i tu, wobec tego o³tarza, mi³o¶æ ci moj± wyznawam!... Rzeczpospolita k³amców Tatarom nadto chodzi³o o w³asn± skórê; nadto blisko czuli za plecami Lipków, by mieli ¶cigaæ pojedynczego je¼d¼ca, choæby ten je¼dziec by³ najpiêkniejsz± hurys± z Mahometowego raju i umyka³ w p³aszczu ca³kiem klejnotami wyszytym. Tam za³atwiwszy szczê¶liwie sprawy, z dobr± otuch± do ojczyzny powraca³. Nie masz nic straszniejszego nad wojnê domow±...

Jedyne to zbawienie dla Rzeczypospolitej, która jest tak s³aba, ¿e i powrót kilku tysiêcy Lipków ju¿ dla niej si³a znaczy. To tak samo jak gdyby¶ mi acan odpowiedzia³, „w Rzeczypospolitej”. W ¶rodku by³y porz±dki wszelkie i niema³o sprzêtów kosztownych b±d¼ kupionych, b±d¼ ze zdobyczy pochodz±cych. Zgrzyta³ te¿ zêbami przez ca³y czas s±du, a gdy na Ketlingu, jako na po¶le, nie móg³ zemsty wywrzeæ, og³osi³ miêdzy swymi dworzanami nagrodê temu, kto mu wska¿e owego arbitra, który pierwszy po Ketlingowym wniosku zakrzykn±³: „Zdrajca i przedawczyk!” Pan Zag³oba zbyt by³ znany, aby jego nazwisko d³ugo mog³o pozostaæ ukryte. ksi±¿ki chrze¶cijañskie - Pierwszy dostrzeg³ ciê pan Mellechowicz i pierwszy ratowa³, bo my¶my za nim pêdzili - odrzek³ Wo³odyjowski. - Ale co mówisz o Doroszeñce, to ¶wiêta prawda, gdy¿ i pan hetman tego¿ samego jest mniemania, a nawet powiadaj±, ¿e ma listy od Dorosza w tym¿e w³a¶nie sensie pisane. Nie tak¿e dawniej Lipkowie i Czeremisi czynili, chocia¿ w Mahometowej wierze trwali? Czemu by¶my mieli inaczej czyniæ, my, Tatarowie Rzeczypospolitej! my, szlachta!... Azja przymkn±³ oczy i sk³oni³ g³owê.

Pojadê ja naprzód, miejsce na majdan opatrzê, fortalicjê grzeczn± zbudujê i domy dla ¿o³nierzy, a te¿ szopy dla koni towarzystwa, które, jako zacniejsze, od zmienno¶ci aury zmarnieæ by mog³y; te¿ studnie pokopiê, drogê przetrê, jary z hultajstwa rozbójniczego jako tako oczyszczê; dopiero¿ wam tu eskortê przystojn± przy¶lê i przyjedziecie. Ludzi nie masz! - my¶la³em sobie - ludzi nie masz prawdziwie tê ojczyznê mi³uj±cych! I tak mi by³o, jakoby mi kto nó¿ w pier¶ wbija³. Nie wiedzia³ nieszczêsny pan Micha³, ¿e jest prawo wiêksze i starsze od wszelkich ludzkich, na mocy którego serce za mi³o¶ci± tylko i¶æ musi i idzie, a które kochaæ przestaje, to ju¿ tym samym najg³êbszego wiaro³omstwa siê dopuszcza, choæ czêsto tak niewinnie, jak niewinnie ga¶nie lampa, w której siê olej wypali³. Dzikie serce Chwilami przychodzi³o mu do g³owy, ¿eby pój¶æ, wszystko wyznaæ panu Zag³obie i poradziæ siê tego mê¿a, którego rozum umia³ ka¿dej trudno¶ci sprostaæ. Zamroczy go zrazu, potem przyjdzie do siebie, a gdy siê siniec zgoi, to i zapomni. Up³ynê³o mo¿e pó³ godziny: chor±gwie st³acza³y siê coraz mocniej. - A w potrzebie i przyk³ad im dam. - Przy konstytucji tylko stawa³em - odrzek³ Zag³oba - co szlachcic czyniæ powinien; quod attinet protekcji, to w moim wieku podobno boska najpotrzebniejsza, bo mi pod dziewiêædziesi±t lat.

Oczy wszystkich wpatrzone by³y w niego jak w têczê, on za¶ sk³oni³ siê ma³emu rycerzowi do¶æ nisko, reszcie kompanii do¶æ hardo. Stan±wszy przy was±gu otworzy³ szeroko ramiona, a pan Zag³oba, lubo nie móg³ go sobie na razie przypomnieæ, przechyli³ siê i obj±³ go za szyjê. Ach! poczekaj! niech pierwej do niebios trafiê, niech na tê ziemiê patrzeæ przestanê... - Bojê siê tylko, czy k³opotu nie bêdzie - Ju¿ jak tam pan Zag³oba o wieczerzy my¶li - odpar³ ma³y rycerz - to starczy, choæby nas dwa razy tyle przyjecha³o. Jednak¿e bystry dowcip pana Zag³oby pocz±³ przebijaæ mg³ê i odgadywaæ istotne powody i intencji Krzysi, i rozpaczy Wo³odyjowskiego. Zreszt± mówi³am ju¿ waæpanu, ¿e ona jeszcze woli bo¿ej nie czuje: Krzysia wiêcej! - Ciotula! - ozwa³a siê nagle Krzysia. bardzo... I có¿ siê pokaza³o? Oto pan Rewera machn±³ trzy i hajducy musieli go podnosiæ, bo sam wstaæ nie móg³, a ja go naokolusieñko objecha³em, ma³o trzydzie¶ci piêæ razy fikn±wszy.

Lecz m³ody Lipek wyprostowa³ siê nagle i przechyli³ w ty³ g³owê jak ptak drapie¿ny dziobaæ gotowy. Po chwili spad³ na kilka kroków przed koniem Basi. Ma³o to pustej ziemi na Ukrainie i w Dzikich Polach? Niech hetman jeno og³osi, ¿e który Tatar przyjdzie do Rzeczypospolitej, ten szlachcicem zostanie, w wierze ucisku nie bêdzie mia³, a we w³asnych chor±gwiach bêdzie s³u¿y³, ¿e wszyscy w³asnego hetmana bêd± mieæ, jako Kozacy maj±, a moja g³owa, ¿e wnet siê ca³a Ukraina zamrowi. W ¶rodku wieczerzy wpad³ na opowiadanie, jak niegdy¶ z kniaziówn± Kurcewiczówn± i Rzêdzianem samoczwart przed ca³ym czambu³em umykali i jak wreszcie dla ocalenia kniaziówny i zatrzymania pogoni rzucili siê we dwóch na czambu³. Pa¼dziernik dobiega³ do po³owy dni swoich, wiêc wiele ptactwa, zw³aszcza co czulszego na ch³ody, poczê³o ju¿ z Rzeczypospolitej ku Czarnemu Morzu wêdrowaæ: na niebie widaæ by³o i klucze ¿urawiane z dono¶nym okrzykiem lec±ce i gêsi, i stada cyranek. A gdy siê miêdzy a³usami rozg³osi, ¿e ja z mocy pana hetmana wo³am, ¿e Tuhaj-beja syn wo³a, tedy tysi±ce tu stan±. Cz³eka swojego prawem mo¿esz wa¶æ dochodziæ i do inkwizycji hetmañskiej siê udaæ, ale rozkazujê tutaj ja, nikt inny! Pan Nowowiejski pomiarkowa³ siê zaraz, wspomniawszy, ¿e mówi nie tylko do komendanta, ale i do zwierzchnika w³asnego syna, a przy tym najs³awniejszego w Rzeczypospolitej rycerza. - Straszne to strony! - rzek³a.


||||||||||||||||||||||