- P³ocha jest, bo m³oda, ale to z³ote serce! A ona, jakby na potwierdzenie s³ów pana Zag³oby, szepnê³a zaraz po cichu: - Przepraszam waæpana..

Wracali w strapieniu, Basia pop³akiwa³a trochê, pobo¿ny stolnik odmawia³ pacierze, Zag³oba naprawdê by³ niespokojny. Coraz mniej, coraz mniej... Pan Bóg nade mn±, choæ mi teraz ciê¿ko... alergia Zaprawdê, co inszego jest karciæ i karaæ, tak jako ojciec syna karze, tak jako starszy brat m³odszego karci, a co inszego m¶ciæ siê, s±du nie dawaæ, miary w karaniu i okrucieñstwie nie znaæ. ¯ywic± wszêdy pachnie i ¶wierszczów si³a nalaz³o, które jak wieczorem poczn± graæ, to a¿ psi siê ze snu zrywaj±. Trudno!... Polowali na niego komendanci jak na wilka, zawsze na pró¿no, a¿ wreszcie na Micha³a trafi³ i przysz³a nañ czarna godzina. Nim pójdê, dobrze pierwej sobie u³o¿ê, co mu mam powiedzieæ, aby siê od razu nie zlisi³; ale w Bogunadzieja! Konfidowa³ zawsze ¿o³nierzysko wiêcej memu dowcipowi ni¿ swemu; tuszê, ¿e i teraz tak bêdzie, chyba ¿e siê ca³kiem odmieni³.Nazajutrz, zaopatrzywszy siê w listy ksiêdza prymasa i u³o¿ywszy ca³y plan z Hasslingiem, zadzwoni³ pan Zag³oba do furty klasztornej na Mons regius.

Tylko od szyb têczowych wchodzi³y blaski rozmaite i pada³y na te dwie przecudne twarze pogr±¿one w modlitwie, spokojne, podobne do twarzy cherubinów. - To s± w matni? - Jako widzisz. Bierz Lubicz! co? Chod¼ waæpan do stajni! Za godzinê ruszam! Kiedy trzeba, to trzeba!..Jako¿ dobrze jeszcze przed zachodem s³oñca ruszy³ rycerz, ¿egnany przez ¿onê ³zami i krzy¿em, w którym drzazgi ¶wiêtego drzewa kunsztownie w z³oto by³y osadzone. Skrzetuski wiedzia³, ¿e od pewnego czasu pan Zag³oba mia³ zwyczaj na niego siê we wszystkim jako na naocznego ¶wiadka powo³ywaæ; wiêc ani okiem nie mrugn±³, jeno o Wo³odyjowskim znów mówiæ pocz±³. satani¶ci - Wielki Bo¿e! - mówi³ - niezbadane Twoje wyroki i je¶li tego zdrajcy piorunem w kark nie trza¶niesz, to masz w tym jakowe¶ ukryte intencje, których siê rozumem dochodziæ nie godzi, choæ po ludzku rzeczy bior±c, nale¿a³aby siê takiemu skurczybykowi dobra ch³osta. Nieraz w uczuciach ludzkich co¶ siê tak nieznacznie, jakoby maluchny cierñ k³uje i z czasem albo siê goi, albo te¿ j±trzy coraz bardziej i choæby najwiêksz± mi³o¶æ bólem i gorycz± zaprawia. Ale pasja trawi³a miê dzika i pocz±³em go gnêbiæ. Zaraz mi powiedzia³, jako z narzeczon± z waszych stron do Krakowa jedzie, do ksiê¿nej Gryzeldy Wi¶niowieckiej, bez której pozwolenia i b³ogos³awieñstwa panna ¿adn± miar± ¶lubu wzi±¶æ nie chcia³a.

- Otó¿ to w³a¶nie! Z ust mi to waæpani wyjê³a¶! Dalsz± rozmowê przerwa³o zbli¿enie siê m³odszej kompanii. Wys³uchawszy wiêc z uwag± opowie¶ci pana Muszalskiego, w kilka wieczorów pó¼niej tak ozwa³ siê do zgromadzonych: - Lubi³em ja zawsze s³uchaæ takowych opowiadañ, w których ¿a³osne przygody szczê¶liwy swój koniec maj±, gdy¿ widoczna z nich, ¿e kogo bo¿a rêka piastuje, tego z ³owczych obie¿y wyzuæ ka¿dego czasu potrafi i choæby z Krymu pod spokojny dach zaprowadzi. Zapowiada³a te¿ Wo³odyjowskiemu, ¿e w jednej przynajmniej musi wzi±¶æ udzia³; ale tymczasem musia³a poprzestawaæ na tym, ¿e czasem siad³szy na bachmacika zwiedza³a w towarzystwie mê¿a i pana Zag³oby okolice Chreptiowa; szczwali na takich wycieczkach liszki i dropie; niekiedy basiór wychyn±³ z traw i mkn±³ roz³ogami - to go goniono, a Basia, o ile mog³a, na przedzie, tu¿ za chartami, aby pierwsza dopa¶æ zmêczonego zwierza i z bandoleciku mu miêdzy czerwone ¶lepie hukn±æ. Z miejsca, gdzie sta³ Wo³odyjowski na czele ludzi Motowid³y, widaæ by³o doskonale ruchy niepewne i wahaj±ce siê owego czambu³u, podobne zupe³nie do ruchów dzikich zwierz±t, które ju¿ zwietrzy³y niebezpieczeñstwo. Wiêc elekcja zapowiada³a siê potwornie i nikt nie przewidywa³, ¿e wypadnie tylko nêdznie, bo prócz pana Zag³oby ci nawet, którzy pracowali dla „Piasta”, nie mog±c odgadn±æ, o ile im bezmy¶lno¶æ szlachecka i praktyki magnackie pomog±, niewiele mieli nadziei, by mogli przeprowadziæ takiego, jak ksi±¿ê Micha³, kandydata. ko¶ció³ scjentologiczny Pan Snitko... Nic to, ¿e desperacja chwyci³a go okrutna, boæ i to nieszczê¶cie, zw³aszcza dla niego, nad nieszczê¶ciami. Chcia³em prawem przeciw niemu czyniæ - ba! co tam za prawa na Ukrainie, w której jeszcze gruzy z miast dymi±.

Twarz dziewczyny by³a bia³a jak p³ótno, a¿ lekki meszek nad jej ustami wyda³ siê ciemniejszy ni¿ zwykle; pier¶ jej wznosi³a siê i opada³a gwa³tnie, lecz Wo³odyjowski wzi±³ ³agodnie jej rêkê i do ust przycisn±³; po czym rusza³ czas jaki¶ w±sikami, jakby zbieraj±c my¶li, na koniec ozwa³ siê z wielkim smutkiem, ale i z wielkim spokojem: - Moja mo¶cia panno albo lepiej: moja Krzysiu kochana! Wys³uchaj mnie bez trwogi, bom te¿ nie jakowy¶ Scyta ani Tatarzyn, ani dzik, jeno przyjaciel, który chocia¿ sam nie bardzo szczê¶liwy, przecie twojego szczê¶cia pragnie. Wiem tylko, co mi pan Zag³oba powiada³. Po chwili ¶piew siê rozleg³: Wierzcie, rycerze, Na nic pancerze, Na nic siê tarcze zda³y! Przez stal, ¿elazo W serce siê wra¿± Kupida ostre strza³y! - Ju¿ nie wiem, jak waæpani dziêkowaæ - mówi³ Zag³oba siedz±c opodal z pani± stolnikow± i ca³uj±c j± po rêkach - ¿e¶ i sama przyjecha³a, i tak foremne dziewki ze sob± przywioz³a, ¿e Gracje same mog³yby przy nich w piecu paliæ. Ró¿ne ludzie miewaj± humory, a mnie do niczyjego nic, byle ka¿den s³u¿bê pe³ni³. opalanie To moja ostatnia pro¶ba. A nikomu przez to nie by³ tañszym, ¿e nie jako pose³ jecha³, wiedziano bowiem, ¿e i miêdzy arbitrami znajduj± siê tacy, którzy wiêcej od samych pos³ów mog±. Jak tam zreszt± jest, tak jest - do¶æ, ¿e teraz ju¿ za pó¼no na uk³ady. - Bóg go, od tego ochroni! - rzek³a pani Andrzejowa.

Je¶li za¶ miarê w zawziêto¶ci przebierzecie, tedy nie bêdzie ani dla jednych, ani dla drugich zmi³owania i poganin posiêdzie tê ziemiê na wieki wieków! Struchla³em s³uchaj±c takowych zapowiedzi i d³ugi czas s³owa nie mog³em przemówiæ, dopiero rzuciwszy siê na twarz pyta³em: - Panie, co ja mam czyniæ, aby grzechy moje zmazaæ? Na to Pan rzek³: - Id¼, powtarzaj s³owa moje, g³o¶ mi³o¶æ! Po tej odpowiedzi sny moje znik³y. - Zaraz spostrzeg³em, i¿ siê za mn± co¶ nieszczerego dzieje. Wychodzili tak cicho, ¿e w samej fortalicji mo¿na ich by³o nie dos³yszeæ. scjentologia Wiêc poszed³ dalej, bardzo rad ze swej chytro¶ci, a Basia wpad³a jak bomba do panny Drohojowskiej. Ch³opak westchn±³ tylko i po czuprynie siê szerok± d³oni± pog³adzi³, wreszcie rzek³ rozstawiaj±c rêce, jak w ¶lepej babce czyni³: - Ale pierwej pannê Barbarê z³apiê! dalibóg, z³apiê! - A³³a! A³³a! - zawo³a³a cofaj±c siê Basia. G³êbokie jary, siedziby dzikiego zwierza i dzikszych jeszcze ludzi, przecina³y im drogê, czasem w±skie i urwiste, czasem otwartsze, o bokach lekko pochy³ych i poro¶niêtych g³uch± puszcz±. - Pojadê! nie mo¿e inaczej byæ i nie bêdzie! - To wrócisz. Starzy ¿o³nierze rozp³ywali siê nad jej kawalersk± fantazj± i wielk± znajomo¶ci± rzeczy ¿o³nierskich.

Tu podkanclerzy zamy¶li³ siê, po czym wzniós³ oczy i dalej mówi³: - Bóg nad wszystkich mocniejszy. Ha! ¿eby mi to choæ do g³owy przysz³o! - Szkoda, ¿e waæpani nie przysz³o. - Najczarniejsza zdrada pod s³oñcem! - wo³a³ pan Deyma. Jeno czy waæpani jeste¶ pewna, ¿e on i z Krzysi± nic nie mówi³? - Mocny Bo¿e! Krzysia pani± swej woli, bo mój m±¿, jako opiekun, tak jej powiedzia³: „Byle cz³ek by³ godny i krwi zacnej, mo¿esz i na substancjê nie zwa¿aæ.” Gdyby Micha³ by³ z ni± przed wyjazdem mówi³, to by mu odpowiedzia³a: tak! albo: nie! - i wiedzia³by, czego siê spodziewaæ. - Bóg mi takow± niewiastê da³ - rzek³ jej - która nie tylko w domu s³odk± towarzyszk±, ale i w polu mê¿nym towarzyszem byæ umie. ¦ciany przyzna³y zupe³nym milczeniem s³uszno¶æ panu Zag³obie. „Kwiatuszku najdro¿szy! - pomy¶la³ sobie w duszy - czego siê boisz? To¿ ja bym ¿ycie i krew odda³ za ciebie...” Ale nie powiedzia³ tego g³o¶no, tylko swoje spiczaste w±siki przyciska³ tak d³ugo i silnie do jej r±k at³asowych, ¿e a¿ ¶lady czerwone na nich zostawi³. Powszechnie my¶lano, ¿e jako pose³ na konwokacjê jedzie, a gdy mówi³, ¿e nie, zdziwienie bywa³o powszechne.

Obie by³y ³adne, ale ka¿da w swoim rodzaju. On bogatszym pocz±³ s³u¿yæ, ni¿ by³ teraz. Wiêc pan Micha³ przeczyta³ jej raz jeszcze list hetmañski, ona za¶, wys³uchawszy go uwa¿nie, z zapa³em natychmist popar³a hetmañskie i pani Boskiej pro¶by. Basia przypatrywa³a siê z ciekawo¶ci± wielk± modlitwie Lipków, ale serce ¶ciska³o siê jej na my¶l, ¿e tylu oto dobrych pacho³ków po ¿yciu pe³nym mozo³ów dostanie siê wraz ze ¶mierci± w ogieñ piekielny, a to tym bardziej, ¿e stykaj±c siê codziennie z lud¼mi prawdziw± wiarê wyznaj±cymi trwaj± jednak dobrowolnie w zatwardzia³o¶ci. Wracajmy teraz prêdko, bo siê bojê, aby¶ mi nie zachorza³a od fatygi. - W lamusie!... O! to¶ wybornie uczyni³ przyjechawszy! Micha³ o klasztorze ju¿ nie my¶li. I poczê³a rozmy¶laæ o Ketlingu, a przy tym cierpieæ coraz bardziej.

Rozweselili siê wszyscy. - Tyle Angielczykowie na nasz± elekcjê zwa¿aj±, ile na twój przyjazd- odpar³ Zag³oba. Tymczasem panna Drohojowska ¶piewa³a dalej: Lecz gdy pawê¿a Hardego mê¿a Przed grotem nie obroni- Md³a bia³og³owa Jak¿e siê schowa I gdzie siê biedna schroni? - Tak siê bia³og³owy tych grotów boj± jak pies sad³a - szepn±³ pani stolnikowej Zag³oba. - Ale co mówisz o Doroszeñce, to ¶wiêta prawda, gdy¿ i pan hetman tego¿ samego jest mniemania, a nawet powiadaj±, ¿e ma listy od Dorosza w tym¿e w³a¶nie sensie pisane. Wracali w strapieniu, Basia pop³akiwa³a trochê, pobo¿ny stolnik odmawia³ pacierze, Zag³oba naprawdê by³ niespokojny. Owa ostatnia broñ w silnym rêku straszliwe oddawa³a pos³ugi, bo kruszy³a ka¿d± szablê. Marzy³a o tym bêd±c jeszcze dziewczyn±, i oto marzenia mia³y siê teraz urzeczywistniæ, a w dodatku przy boku kochanego cz³owieka i najs³awniejszego w Rzeczypospolitej zagoñczyka, o którym mówiono, ¿e umie nieprzyjaciela choæby spod ziemi wykopaæ. - Panie Michale - rzek³ przy obiedzie Zag³oba - ty odje¿d¿asz, a tymczasem Ketling powróci, a g³adysz to nad g³adysze! Nie wiem, jak tam panni±tka dadz± sobie rady, ale tak my¶lê, ¿e po przyje¼dzie zastaniesz je obie rozamorowane.


||||||||||||||||||||||