Pana Michała mi żal..

Z tej komnaty wąski korytarzyk prowadził do jego izby; w korytarzyku owym, przy schodach do panieńskiej kwatery, Basia zastąpiła małemu rycerzowi drogę. Byli od nas kupcy z Krymu, mówili, że tam także jedni powiadają: „Jest Tuhaj-bejowicz”, i burzą się; drudzy mówią: „Nie ma”, i onych wstrzymują. Oto na konwokacją i elekcją zjadą dwory biskupie i dygnitarskie, świetne rycerstwo podąży ze wszystkich stron Rzeczypospolitej. Książki chrześcijańskie chciałem rzec, żebym miał taką córkę, tobie jednemu bym ją oddał. On posłem! Dla Boga! Przecież prawo wyraźnie mówi, że nie może być posłem ów, który w obcych krajach urzędy sprawuje, a przecie on jest generalnym, u swego parszywego wuja, Prus Książęcych gubernatorem! Aha! czekajże, mam cię! A rugi sejmowe od czego? Jeśli do sali nie pójdę i tej materii, chociaż tylko arbitrem będąc, nie poruszę, to niech się tu zaraz w skopa zmienię, a mój woźnica w rzeźnika. Ani chwili nie mogła stawić oporu tej sile, tak nielitościwie nagłej. - Pozwól, siostro!...

Halim przybył teraz zupełnie otwarcie, gdyż wiedziano już w Chreptiowie, że jest pośrednikiem między Azją a owymi rotmistrzami Lipków i Czeremisów, którzy przyjęli sułtańską służbę. - Proszę, a czemu to? - spytał książę. - Boże! Boże! - mówił wpadłszy w zły humor i rozglądając się po Krakowskim Przedmieściu, które właśnie przejeżdżał - oto Bernardyni, a oto ruina pałacu Kazanowskich! Niewdzięczne miasto! Własną krwią i trudem musiałem je nieprzyjacielowi wydzierać, a teraz mi kąta dla siwej głowy żałuje. Tylko od szyb tęczowych wchodziły blaski rozmaite i padały na te dwie przecudne twarze pogrążone w modlitwie, spokojne, podobne do twarzy cherubinów. JOhn Eldredge Basia pozostała na koźle; pan Zagłoba pragnąc się z nią rozmówić, wzywał ją, by się przesiadła na przednie siedzenie, ale i tego nie chciała uczynić, może ze strachu, by jej nie łajano; więc musiał wypytywać z daleka, a ona odpowiadała mu nie odwracając głowy. Stał się też wymowny niepomiernie, a że to przy hetmanie będąc żył na wielkim świecie, więc miał co opowiadać. Miły Boże! pelikan krwią dzieci karmi, prawda! Ale tej ojczyźnie już i krwi w piersiach nie staje.

Słuchali rycerze ze skupieniem mądrych słów pana Zagłoby, a on rad widział, że go z taką uwagą słuchają, i dalej mówił: - Ja Michała na wskróś przeznałem i Bóg mi świadkiem, że nie chcę mu tu przymawiać, ale tak mi się widzi, że on więcej ożenku niż onej dziewczyny żałował. „Rok cały mogą mnie gonić i nie zgonią - pomyślała sobie. - Ha! - rzekła Basia - chciałabym zawrzeć pobratymstwo z samym chanem i wszystkich jeńców uwolnić. Po czym wyszedł z izby. Poustawiano budy na ulicach i za miastem, a w nich wszelaki towar. Autorzy chrześcijańscy Broń ich była rozmaita. - Panie komendancie - rzekł Nowowiejski - to znaczy, com rzekł: to jest mój człowiek imieniem Azja - i zbieg.

- Żeby to stary chan żył - rzekł pan Nienaszyniec - łatwiej by jeszcze wszystko poszło, gdyż pan to był wielce nam życzliwy, a o młodym przeciwnie powiadają. - Bóg ci zapłać! Bóg ci zapłać za serce! - rzekł. Intencja to nie ślub! Tu nadszedł pan Makowiecki, któremu żona powiedziała zaraz wszystko. Bo obiecywała sobie być stateczną i zyskać okrutną miłość żołnierzy. Dzikie serce - Muc to zwyczajny, nic więcej jak muc! - rzekł pan Nowowiejski. Przysięgłabym, że to zbóje! Aj, Boże, żeby choć nas zaczepili! Dawaj waćpan prędzej krócicę! - Dobrze - odrzekł Zagłoba - ale mi przyrzekniesz, że przede mną i póki nie powiem : „pal!”, nie strzelisz. Nie chcę innego losu, jeno takiego, który tobie przypadnie...

- Pochwalone imię Pańskie! A tu u nas wojska ledwie garść. Zali Kryczyński stawia jakie nowe kondycje? - Więcej oni wypisują skarg, niźli stawiają kondycyj: powszechna amnestia, przywrócenie do praw i przywilejów szlacheckich, jakie za dawnych czasów mieli, zatrzymanie szarży dla rotmistrzów - oto, czego chcą. - Tak jest! Wiecznie ten zdrajca Bogusław!... Waldemar Łysiak Tymczasem do elekcji było coraz bliżej. Basia nie mogąc dopytać się zabrała ją wraz z Zosią Boską do alkierza i na nowo zaczęła nalegać: - Ewka! gadaj prędko, ogromnie prędko! Miłujesz go? Pannie Ewie łuna biła na twarz. Nazajutrz dzień była już Krzysia spokojniejsza, albowiem wśród poplątanych ścieżek i manowców wybrała sobie drogę ciężką niezmiernie, ale nie błędną. Ale Pan Bóg zrządził inaczej.

Chcą, effendi, chcą! jeno im inni tłumaczą, że to wszystko nieprawda, że w Rzeczypospolitej wojska na nich wyślą, a Tuhaj-bejowicza nie masz wcale. Wszystkie te kupy pędziły co koń wyskoczy ku wzgórzu. Dopadłszy też już nieprzyjaciela, widziała przed sobą z początku tylko ciemną masę, ruchliwą, rozkołysaną. To po prostu wielki człowiek. - Mój ojciec was bił, ale on był poganin, ja zaś Chrystusa wyznaję. Prosi też pan hetman, żeby onemu we wszystkim ufać, gdyż pewien jest jego dla nas miłości. - Basiu! - zawołała Drohojowska.

Po każdej też takiej rozmowie wracał do domu coraz gorliwszym partyzantem „Piasta”, a coraz zaciętszym wrogiem cudzoziemców. Jechali czas jakiś w milczeniu, ale w błogim. Jakoż wynik miał wkrótce nastąpić. - Dziękuję! - szepnęła Krzysia. Mały rycerz rzeczywiście ruszał wąsikami, ażeby sobie dodać fantazji, a zarazem zmieszanie pokryć, wreszcie chcąc zwrócić rozmowę na co innego rzekł: - A tak i nie wiesz, czy Azja w Nowowiejskiej rozkochan? - Czekajcie, wezmę ja go na cztery oczy i wypytam. I ruchliwe jej nozdrza poruszyły się kilkakrotnie. - Niech kto chce bierze tę kozę, ten młyn, tę kołatkę! - mówił do siebie.- Nowowiejski czy diabeł, wszystko mi jedno! Gniew wzbierał w nim na Bogu ducha winną Basię, ale ani razu nie przyszło mu do głowy, że ją tym gniewem więcej może pokrzywdzić niż Krzysię udaną obojętnością.


||||||||||||||||||||||