- Pan hetman wielki! - zawołał Ketling i skoczył, jako gospodarz, witać
- Jedź! - krzyknął na woźnicę. W Chreptiowie nad wszelkie spodziewanie zastali państwo Wołodyjowscy gości. Ale życzyć każdemu wolno. homeopatia Ot! przygodziło się to i Seferowiczowi, bratu Pretora. Miły Boże! pelikan krwią dzieci karmi, prawda! Ale tej ojczyźnie już i krwi w piersiach nie staje. Pan Michał rzucał się całą noc i nie mógł spać, bo mu niespokojne myśli przez całą noc po głowie chodziły.
- Wybornie powiedziane! Że to ja nigdy żadnej maksymy nie mogłem ułożyć. - Przyszły do pana Ketlingowego dworca, a stamtąd czeladnik odniósł... Ostawże mi choć nadzieję! Nie odbieraj wszystkiego od razu!... Nie pójdziesz do klasztoru... zioła Pan Nowowiejski nie spostrzegł go od razu, bo zagadał się z panem Zagłobą, natomiast spostrzegła go Ewka i płomienie uderzyły jej na twarz, a potem zbladła nagle. Zbójów, cośmy ich w jarach uszyckich przyłapili, kazałem już dziewiętnastu powiesić, a nim przyjedziesz, do pół kopy dociągnę.
- Dziękuję waćpanu za życzliwość. Śmierci pragnął. - Toś mi z nieba spadł, jak mnie Bóg miły! Ketling siadł na wasąg i ruszyli. Okrutnieście mi do serca przypadli! - Jako mnie książę Michał! - Niechże wam Bóg da zdrowie! Ha! pobitym, alem rad! Siła musieliście szpaków zjeść za młodu... Nie chcę innego losu, jeno takiego, który tobie przypadnie... książki chrześcijańskie bądź zdrów!...
A ty, Oleńka, każ mi łuby pakować. - Ona nie jest wolna, bo mi afekt i rękę przed odjazdem przyrzekła! - Ha! - rzekł Zagłoba - tegom nie wiedział. Po prawdzie, toś ty wdzięczność winien i panu Nienaszyńcowi, i panu Nowowiejskiemu, bo pierwszy z nich spomiędzy pogan cię wydobył, a wtóry w prawdziwej wierze wyhodował. I poczęła rozmyślać o Ketlingu, a przy tym cierpieć coraz bardziej. satanizm Mogliby dać spokój. Swoją drogą wyjazd ów zagroził wszystkim planom starego szlachcica, toteż z niepokojem myślał, co będzie dalej.
Tu pani stolnikowa rozgarnęła fałdy sukni i usadowiła się wygodniej, aby żadnej w ulubionym opowiadaniu nie znaleźć przeszkody; rozstawiła palce jednej dłoni, a wskazujący drugiej przygotowała do liczenia dziadków i babek, po czym zaczęła: - Córka pana Jakuba Potockiego, Elżbieta, z drugiej jego żony, Jazłowieckiej, wyszła za pana Jana Smiotanko, chorążego podolskiego... Tymczasem, nim pan Michał skończył, wbiegła Basia, już przybrana w szatki niewieście, i widząc łzy w oczach kobiet, poczęła troskliwie dopytywać, o co chodzi. - Czemu mam wyjść? Ostawcie mnie w spokoju - odrzekł Wołodyjowski. zioła - Bodaj waćpannie los szczęścił! Toć jeszcze wczoraj mówiłaś, że mnie nie cierpisz jako Tatarzyna dzikiego! - Ale! jako Tatarzyna! Wcale tego nie mówiłam. - Dla Boga, co waści jest? - zawołał zdumiony gospodarz. Szanuj pamięć onej słodkiej nieboszczki, Michale! Toś dla niej był dobry? a dla innych jesteś za tani? za stary? - Daj waćpan spokój! daj waćpan spokój! - odezwał się bolesnym głosem Wołodyjowski.
- Zali prawda, żeś ty się ofiarowała do zakonu? Na to Krzysia złożyła ręce i poczęła szeptać błagalnie: - Nie bierz mi tego waćpan za złe, nie przeklinaj mnie, ale tak! - Krzysiu! - rzekł Wołodyjowski - godziż to się deptać po szczęśliwości ludzkiej, jako ty po mojej depcesz? Gdzie twoje słowo, gdzie nasza umowa? Jać z Bogiem wojny prowadzić nie mogę, ale to ci naprzód powiem, co pan Zagłoba wczoraj do mnie powiedział, że habit nie powinien być z krzywdy ludzkiej zszywany. Jedna kulbaka nam za poduszkę służyła, z jednej jadaliśmy misy; Kastorem i Polluksem nas zwano. Niech jeno hetmanem zostanę; poigram z nimi. Czysty żak, jak mi Bóg miły! Inne teraz niewiasty na świecia! Za moich czasów, gdy podwika na ławie siadła, to aż ława zaskrzypiała, jakby ktoś psu na ogon nastąpił, a ty byś mogła na kocie oklep jeździć, bez wielkiej dla onej bestii fatygi... Basia poczęła naprzód prychać na pana Zagłobę jak kotka, po czym rzekła: - Waćpan się chwalisz, żeś był za młodu Turek, i myślisz, że każdy Turek!... - Czego chcesz? - spytał Kmicic puszczając żonę.